Nagłówek

Nagłówek

czwartek, 14 kwietnia 2022

[51] Spotkanie po latach

Tu było zdjęcie Paranienormalnych

 A jednak wielki powrót?

    Kiedy to było?! Przeczytałam moje poprzednie posty, miłe wspomnienia. Tyle już lat minęło odkąd poznałam kabaret, odkąd zaczęłam tu pisać. Wiele, wiele się zmieniło. Głównie ja i moje życie, ale też sprawy kabaretowe. Może warto podsumować te zmiany?

    Od czego by tu...? Przede wszystkim jestem już dorosłą i powazną osobą... xD No przynajmniej tak powinno być. Mam już prawie 30 !!! lat. Niesamowite, ze to w ogóle nastąpiło. Mam męza i dzieci, dom, konie, mieszkam na wsi. Wszystkie moje marzenia się spełniają <3 A co z kabaretowymi marzeniami? No coz. Nadal nie byłam na kawie ani piwie z zadnym kabaretem. Ale! Po raz kolejny udało się jechać busem z Paranienormalnymi, przesiadywać w ich garderobie i rozmawiać prywatnie z Robertem. To nie do uwierzenia! Moją miłością najpierw był KSM, z Paranienormalnych to Michał był moim faworytem i to o relacji z nim marzyłam. A później wszystko się zmieniło, jeszcze za czasu kiedy pisałam tego bloga. I Robert z każdego występu na występ stawał się mi bliższy. 

    Tylko zmiany i zmiany. Czytałam te poprzednie wpisy i najwazniejsze co chciałam tu zaznaczyć - moje zycie nie jest teraz szare i ponure. Nie widuję się z chłopakami zbyt często, nawet miałam wcześniej chyba dwu letnią przerwę, ale ostatnio znowu kilka razy ich widziałam i te kilka razy dodało mi sił tak jak kiedyś. Nie mam tyle czasu, nie mam mozliwości zeby jechać na ich występ, albo jakikolwiek inny, częściej niż raz na poł roku. Ale to nie tak, że umieram w tym czasie. Wszystko mija tak szybko. Widziałam PNN w grudniu, już jest kwiecień i nawet za bardzo nie miałabym kiedy pojechać. Czekam az znów będą blizej mnie. 

    Innych kabaretów nie widziałam już... bardzo długo. KSM dwa lata. Tęsknie za nimi czasem, chciałabym porozmawiać z Marcinem, ale boję się, ze nie będzie to idealne spotkanie. Zawsze miło chociaz na chwile ich zobaczyć i zamienić kilka słów, ale wiadomo. 

    Normalnie kapsuła czasu! Widziałam swój wpis o przewidywaniach na 2024, ten rok juz niedługo! I wtedy tak się bałam, to było 8 lat temu. Zastanawiałam się czy nasza relacja będzie się rozwijać czy może się zatrzyma, a wręcz cofnie. Teraz juz wiem. Paranienormalni nigdy mnie nie zawiedli. Zawsze byli wspaniali, mili, ciepli i pomocni. Zawsze mogę na nich liczyć, zawsze przywracają mi uśmiech na twarz. Niesamowite, tego się nie spodziewałam tak szczerze mówiąc. 

    To tylko taki luźny wpis. Nie śledzę juz tak kabaretonów, nowych programów i skeczy. Czasami coś tam obejrzę, ale chyba częściej stand-up niż skecze jakiegokolwiek kabaretu. Nie mam chyba na to czasu i coś we mnie zgasło. Wiem, ze to niemożliwe, moze to wlasnie dorosłość, ale chciałabym zeby zapalił się we mnie ten ogień, który miałam sobie jeszcze 7-8 lat temu. To tak nieodległy czas i jednocześnie tak nieskończenie odległy. 

    Było miło. Do zobaczenia. 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

[50] Coś się kończy coś się zaczyna

     Świetny tytuł wpisu jak na ten czas. Koniec roku 2017 początek nowego, a przy okazji koniec Paranienormalnych jakich znamy. 

     Nie za bardzo jest co podsumowywać w tym roku jeśli chodzi o moje kabaretowe sprawy. Nie byłam chyba na ani jednym występie, przez to że zaczęłam pracować i to głównie popołudniami. Widziałam się raz, w marcu, z Paranienormalnymi po Polskiej Nocy Kabaretowej u mnie w mieście, na której nie byłam. Porozmawiałam z nimi kilka minut, było bardzo miło i tak jakoś... swojsko. Jakby rozmawiali znajomi, a nie gwiazda i fan.
     Na szczęście 17 grudnia byłam na ostatnim wspólnym występie PNN. Tak straszyli, że zawieszają działalność, że to już koniec i chcą zająć się czymś innym. I aż się prosi żeby powiedzieć "Nie strasz, nie strasz, bo się...". Okazało się bowiem, że chłopaki niczego nie kończą, bo już 2,3 i 4 lutego występują na Kabaretowym Szczycie Wszystkiego w Szczytnej, Wiśle i Zakopanym. Tyle, że w innym składzie - Robert i Michał, bez Igora.

     Jak to?! Zakrzykną co niektórzy. A jednak... ja się cieszę. Że to nie jest całkowity koniec, a i uważam że ciekawa zmiana. Patrząc na Igora wczoraj miałam wrażenie, że jest inną osobą, nie tym samym Igorkiem, którym był kilka lat temu. Zmienił się, dojrzał i myślę że zmęczyło go bycie "tym śmiesznym" u Paranienormalnych. Może chciałby być znany wreszcie jako Igor, a nie Pan Mariolka. Fajnie, cieszę się, że tak postanowił. Z całą pewnością nie martwię się o to jak mu pójdzie. Z jego charyzmą, energią i pomysłami, z pewnością sobie poradzi. Igora natomiast można będzie zobaczyć od nowego roku na Polskiej Nocy Kabaretowej - solo!



     Natomiast co do pozostałego składu PNN. Zastanawiam się co wymyślili. Czy zostanę we dwóch, czy kogoś sobie znajdą do pomocy, jak bardzo się zmienią po odejściu Igora. Nie mówię, że na pewno przestaną być doceniani, bo przecież są bardzo utalentowani, zależy tylko w którą stronę pójdą i co z sobą poczną aby nadal być Paranienormalnymi, a nie tymi bez Mariolki.  


I taki suchar na koniec ;)



niedziela, 16 października 2016

[49] FanKlub to jest siła


Siła, która wynosi swoich ulubieńców ponad szczyty, działa na ich korzyść zawsze i wszędzie, pokazuje siebie i swoją moc w każdym miejscu gdzie się pojawi. Tak przynajmniej powinno być.

Witam ponownie ;) Dzisiaj o czymś o czym chciałam napisać już dawno temu. Teraz nadarza się okazja, bo ja z moim Fanklubem KSM właśnie się rozstałam. Brak czasu, brak weny, inwencji twórczej, odzewu ze strony innych, coraz większe oddalenie od pozostałych kabaretowych maniaków. Wszystko to sprawiło, że dzisiaj na miejsce, które założyłam, patrzę tak jak wy - jako gość.

Ale nie o tym miałam mówić. FanKlub to coś co u nas w Polsce jeszcze się nie rozwinęło. Niby wszyscy zakładają fankluby, niby istnieją nawet te oficjalne i promowane przez artystów, ale co one robią? Ano nic. Ich główny cel to istnieć, wstawiać ładne zdjęcia na profilu, informować o występach i powielać wpisy swoich idoli. Czekam na dzień, w którym FanKluby będą jak te z poza granic naszego kraju, jak chociażby te które wspierają gwiazdy estrady w mojej ukochanej Korei Południowej <3

Takie grupy powinny wysyłać swoich przedstawicieli na wszystkie występy na jakie tylko się da. Osoba, która należy do grupy powinna czuć się jej częścią, powinna być w jakiś sposób związana z Fanklubem i być elitą, ze względu na swoją przynależność. Banery, plakaty i inne sposoby na pokazanie podczas występu "To my! Jesteśmy tutaj dla was!" powinny być zawsze obecne podczas występu. I wtedy nie liczy się kto tam stoi i tym plakatem, bo to część większej grupy.
Poza tym akcje urodzinowe z prezentami od wszystkich fanów, takie które pokazują jak jest nas wiele (a nie od dziesięciu osób). Konkursy, które zachęcają ludzi do działania, sprawiają że chce się zdobyć kolejny gadżet z idolem i są po prostu dobrą rozrywką. Akcje typu nagrywamy filmik z pozdrowieniami dla kabaretu, oraz odwrotnie od nich dla fanów. Robienie wspólnych spotkań, nagrywanie relacji z tych spotkań jak i nawet ze zwykłych występów gdzie pojawia się FanKlub. Potrzeba dużo pomysłów i dużo zaangażowania. Niestety u nas zaangażowanie leży :(

Marzę o takim Fanklubie gdzie kadra jest kadrą, a grupa całą siłą. Może to zbyt wysokie wymagania, ale skoro inni mogą to czemu nie my? Dlaczego fani kabaretów i kabareciarzy, najbardziej wesołych i pozytywnych ludzi, nie może dać przykładu innym? Zacznijmy być fanami, o których marzą wszyscy artyści ;)

Dziękuję, powodzenia :)

sobota, 1 października 2016

[48] Nie chcę płakać, lecz mówię żegnaj...

Kiedyś najważniejsi dla mnie ludzie (nie licząc rodziny oczywiście), kiedyś ci którym chciałam móc pomóc w razie potrzeby, z którymi chciałam mieć kontakt na zawsze, nawet jeśli już wszyscy o nich zapomną. Kiedyś ludzie o których codziennie myślałam, kiedyś ci dla których ciągle chciałam robić prezenty i widzieć ich regularnie.
Teraz... ludzie za którymi tylko czasem głęboko tęsknie. Pamiętam o nich, gdzieś tam. Są wspaniali, doceniam wszystko co dla mnie zrobili, byli moją radością, byli śmiechem, szczęściem i celem w życiu. Byli niewyobrażalnymi emocjami, na ich spotkanie czekałam.

Teraz chcę już przestać tęsknić, chcę zatrzymać te małe łzy zbierające się w oczach. Chcę położyć się spać, zasnąć, obudzić się jutro rano, iść na zajęcia, nie martwić się. Wrócić znowu do pokoju i czekać na moją miłość, bo przyjedzie do mnie jutro. Przyjedzie do mnie on.
Człowiek, który jest teraz najważniejszy, któremu chcę pomóc w razie potrzeby, którego chcę widzieć codziennie i do końca życia! Ktoś o kim myślę cały czas, któremu chcę dać wszystko co najlepsze, dla kogo chcę być cała.

Coś się zmieniło. Musiałam komuś dawać moje dobro, teraz mam komu je dawać na co dzień, kogoś kto bardzo, dużo bardziej potrzebuje mojego dobra i mnie.

Sama sobie próbuję wytłumaczyć to, że odeszłam.

Wybaczcie.

Chcę teraz być z kimś innym i chcę jemu oddać cały mój czas. Chociaż żałuję. Nie odejdę do końca. Będę gdzieś tam, gdzieś blisko, za rogiem. Proszę, nie zapominajcie o mnie...

środa, 2 marca 2016

[47] Najbardziej boli gdy spada się z wysoka... w nicość

Mój świat odchodzi, wymyka mi się, przecieka między palcami. Kiedyś to inni zazdrościli mi, teraz to oni osiągają wszystko, a ja odchodzę w cień.

Dawno nie byłam na występie, ostatnie dwa lata liczba występów spadła u mnie drastycznie, nigdzie prawie nie jeżdżę, omijam nawet występy u mnie w mieście, nie ma mnie nigdzie. Nie wiem co się dzieje na stronach kabaretowych, nie oglądam festiwali, nie oglądam programów. Kiedyś byłam dla niektórych kabaretów całkiem znajomą osobą, widywałam się z nimi regularnie, a teraz? KSM widziałam ostatnio... chyba w wakacje, a PNN w listopadzie. Teraz będzie występ u mnie w Łodzi - KSM, mnie na nim nie będzie, ale za to będzie cała ekipa znajomych... ja jestem wykluczona. Jeszcze występ w Lublinie, który mnie ominie. PNN natomiast nie mam pojęcia nawet gdzie mogę zobaczyć - nigdzie w pobliżu ich nie będzie na razie.

Odchodzę, po prostu odchodzę. Mam ochotę wycofać się z fanklubu, dołuje mnie jak ciągle tylko słyszę, że coś było załatwione z Marcinem, że Marcin coś napisał... tylko już nie do mnie napisał i ni ja załatwiłam.
Kiedyś nawet... miałam wrażenie, że on mnie lubi. Po jednym z występów coś się zmieniło i był mi tak bliski. Teraz już od wakacji jest... cisza. W jakiś sposób tęsknię.

A co do PNN, już od dawna rywalizowałam o miano tej najbardziej z nimi związanej, przez moment może i nawet osiągnęłam to zaszczytne miejsce, ale teraz? Teraz odsunęłam się i zrobiłam miejsce innym, oni już o mnie zapominają, już mnie nie ma przy nich tak jak kiedyś. Czasami się pojawię, czasami pokażę że jeszcze istnieję i pamiętam. Ale co to za istnienie.

I z jednej strony żałuję, a z drugiej przecież sama to wybrałam, przecież sama zdecydowałam że szkoda mi czasu na kabaretową podróż, bo wolę go spędzić z moim ukochanym. Nawet z Lublina nigdzie nie wyjeżdżam, bo szkoda mi pieniędzy, bo odkładam na coś innego - sama nie wiem na co, na przyszłość.

I kiedyś mogłam się pochwalić, że znaczę coś w tym świecie, a teraz już nie znaczę. Nikt już nawet do mnie nie pisze, żeby pogadać o kabarecie, o wyjazdach, zapytać czy gdzieś będę... piszą teraz do kogoś innego.

Bycie kimś nigdy mi nie wychodziło.

Przeznaczony do bycia bez przeznaczenia... - lubię ten cytat.

I może, mam nadzieję, że chociaż w moim życiu, chociaż dla tej jednej osoby - będę całym światem.

sobota, 12 grudnia 2015

[46] Paranienormalni ZNOWU!!!

 
Znowu z opóźnieniem, ale piszę. Pewnie myśleliście, że już nie napiszę, a tu takie zaskoczenie :)

Dwa tygodnie po wydarzeniu wreszcie zebrałam się aby je opisać. 28.11.2015 w Łodzi wystąpili Paranienormalni, a ja oczywiście tam byłam i opowiem wam jak to było zobaczyć nowy program :D

Poszłam na występ z mamą i moim boyem, siedzieliśmy dość daleko, ale wszystko było ładnie widać. Tadadadam, zaczęło się bardzo ładnie jak zawsze tym samym tekstem, tym samym wyjściem na scenę i tym samym gorącym powitaniem. Pierwsze 15-20 minut jak zwykle Robert z Igorem rozgrzewali publiczność, uwielbiam to ich luźne gadanie, te cudowne żarty, to płynne zmienianie tematu, to że nie ciągną jednego wątku aż do znudzenia. Cóż powiedzieć, nowa wersja tego fragmentu równie cudna co poprzednie.
Kolej na skecze. Żałuję teraz, że nie robiłam zdjęć podczas występu, chociaż po jednym z każdego skeczu, bo już nie pamiętam co pokazywali :P Na pewno same nowości, a przynajmniej większość. Od bardzo dawna wreszcie byłam tak dumna z chłopaków, że mają coś nowego! W zasadzie nie widziałam ich od marca (Polska Noc Kabaretowa), a ich solowego występu od 10lecia rok temu jesienią... Czyli istnieje też możliwość, że te skecze wprowadzali pomalutku już od dłuższego czasu, a że ja ich nie widziałam to teraz były dla mnie nowością... No nie ważne, takie są wady jak się nie chodzi regularnie na kabaret - ciężko go ocenić pod tym względem.
Przejdźmy do rzeczy.
Jeden skecz już znałam! Widziałam go w wakacje 2014 w Sopocie. Skecz o zostawianiu ulotek na klatce schodowej. (Dowód na to, że nowy program nie zawiera tylko nowych skeczy). Skecz ogólnie bardzo fajny, czasami zbyt prosty, ale lubię jego zamysł, ma fajne żarty i całkiem fajne zakończenie :)
Kolejny jaki pamiętam to nowy poeta - Kolejna część przygód Johna i kolejny bardzo dobry skecz. Tak jak poprzedni poeta opiera się na grze słowem i bardzo bardzo mi się podoba. Pamiętam jak Robert chwalił się, że Michał napisał nowego poetę i że będzie petarda (to też było chyba w poprzednie wakacje). Jest świetny i musicie go zobaczyć :)
Obecność Marioli oczywiście obowiązkowa jak zawsze, na szczęście była krótka no i nowa :D Nie najlepsza nie najgorsza, ważne że nowa wersja.
Była też piosenka... wybaczcie, ale nie pamiętam już o czym. Z pewnością była to parodia znanej piosenki, pamiętam że powtarzaliśmy refren za Igorem... ale co myśmy powtarzali? XD Wyraźnie nie była na tyle charakterystyczna żebym ją zapamiętała, ale też nie była zła. Trzeba będzie znowu iść na występ i posłuchać jeszcze raz :P
Najlepsze co zapamiętałam z występu i co podobało mi się niesamowicie bardzo to po pierwsze short. Krótka scenka z Michałem o szybkich liniach kolejowych Wrocław-Warszawa. Niby nic tam nie było górnolotnego, ale podobało mi się bardzo. Poza tym lubię shorty i fajnie że chłopaki to zrobili zamiast na siłę przeciągać temat :)
Drugie co tak bardzo mnie urzekło to skecz o bieganiu. O MÓJ BOŻE! Jest genialny! :D Zarówno pod względem tekstowym jak i pod względem grania go przez Igora. Te wszystkie jego ruchy, niby ćwiczenia, spojrzenia i to wszystko. No po prostu skecz idealny :D Musicie go zobaczyć!
Więcej już nie pamiętam xD Za wszystko o czym zapomniałam przepraszam.
Rozwaliła mnie też moja reakcja. Występ się kończy, ukłony, oklaski. Oczywiście wszyscy klaszczą dalej, wychodzi Robert żeby powiedzieć, że będzie bis, wszyscy się cieszą (kilka osób krzyczy że chce Kryspina). I nagle Igor mówi, żeby Robert zapytał co chcemy, ale to nie ważne co odpowiemy bo on i tak już jest przebrany i wychyla się zza zastawki w stroju Balcerzaka. W tym momencie wszyscy drą ryja z radości, a ja razem z nimi krzyczę jak szalona. Dopiero po chwili kiedy Robert zapowiedział i zszedł (tylko z sceny. Zabawna ja. Heheszki.) usiadłam i mówię do siebie - Po co ja się tak cieszyłam, przecież nie lubię Balcerzaka xD
No i kolejne 15 minut Balcerzak i jego końcówka. Jednak kiedy dr Prozak powiedział "Ale przecież przychodzi pan do mnie już trzeci raz, to nie tutaj!" zapaliło się jasne światło nadziei że będzie coś całkiem nowego! Ale nie... rozmowa była niemal taka sama. Ucieszona byłam z pojawienia się nowego pacjenta - Pana starszego. Jego obecność była jak miód na tej zasychającej Balcerzakowej kromce chleba :P Bardzo fajna nowa wstawka. Tyle komplementów dla Balcerzaka.

Później się skończyło. Panowie oczywiście mieli wyjść, oczywiście wszyscy nas wygonili z sali, później chcieli nas wyrzucić z teatru, ale na szczęście jedna pani która też czekała na chłopaków powiedziała, że organizator obiecał że wyjdą. Czekaliśmy, wreszcie przyszli. Tamci ludzie robili sobie zdjęcia, rozmawiali, wreszcie sobie poszli. My się przywitaliśmy, zrobiliśmy foteczki, dałam chłopakom prezencik - Merci. Zapakowany oryginalnie jak to zawsze ja, o tak:

No i zamieniliśmy tylko kilka słów. Powiedzieli, że mają jeszcze kilka nowych skeczy, że będą je powoli dodawać no i że fajnie że jesteśmy i to w sumie tyle.
Byłam troszeczkę rozczarowana tym, że czekaliśmy na nich tak długo i że prawie nas wygonili z tego teatru. Byłam rozczarowana, że rozmowa była w stylu "No fajnie fajnie, dzięki, musimy lecieć." Jakoś tak było... Chciałam trochę zaimponić mojemu boyowi, że patrz znam tutaj tych kolesi i oni mnie, wyszli bo im powiedziałam że jestem i czekam (powiedziałam Rafałowi) i rozmawiamy i w ogóle popatrz jaka jestem fajna. Ale jakoś nie do końca mi wyszło. Jak zwykle. Może kolejnym razem będzie lepiej.

Trochę się za bardzo rozpisałam, mam nadzieję, że nie umarliście z nudów gdzieś po drodze :)
Kończę więc i do następnego razu ;)

P.S.
Ale fajnie tak jak Robercik odpowiada na mój komentarz :)

poniedziałek, 23 listopada 2015

[45] Zapraszamy do sklepu ze śmiechem!


Miałam pisać najpierw o fanklubach, ale... zobaczyłam coś, pomyślałam - to niemożliwe! I stwierdziłam że natychmiast o tym napiszę.

Zacznijmy od początku. Paranienormalni już od jakiegoś czasu zapowiadają sklep ze swoimi gadżetami. Sklep już działa, jest kilka rzeczy do kupienia, na razie niezbyt dużo.

Co myślę o gadżetach kabaretowych? W sumie nic do nich nie mam, skoro są znani i lubiani to czemu mają tego nie wykorzystywać w ten sposób? Fani też się cieszą, że mają coś z ich podobizną. Bardzo podobają mi się kubki kabaretu Smile z motywem "Czy jest w domu kakało?" :P Cudowne są :) Natomiast mnie już jakoś nie jara koszulka, notes czy nie wiem, piórnik z jakimś kabaretowym zdjęciem. Co innego gdyby był z jakimś super cytatem, dopasowany do zdjęcia i najlepiej też do rzeczy na którą jest nadrukowany. Coś oryginalnego mogłabym ewentualnie mieć i się tym chwalić ;)

Ale weszłam sobie dzisiaj na ten ich sklep ( o tutaj -> SKLEP) No i się trochę... zbulwersowałam, przeraziłam? Nie wiem jak to nazwać...
Artykuły to głownie koszulki z Kryspinem i Balcerzakiem. Jeden kubek, całkiem fajny. Prosty, ale mi się podoba. Nerka z kilkoma postaciami. No i obie ich płyty DVD.
Ale nie o to chodzi co jest na sprzedaż.
Ceny.
O MÓJ BOŻE...
Koszulka 60zł ... no dobra. Koszulki różnych zespołów itp tyle kosztują. No dobra niech będzie.
Kubek 40zł ... Baaardzo prosty kubek...
Nowsza płyta DVD 40zł - spoko to dobra cena
Starsza płyta DVD ... 10gr tańsza XD Padłam! Mogli chociaż o 5zł obniżyć, no bo to naprawdę stara płyta XD
Ale najlepsze zostawiłam na koniec!
Nerka! Swoją drogą nie wiem co to ma być. Nie obrażając nikogo, ale ile osób nosi coś takiego? Ja kiedy trenuję psa albo konia, żeby mieć na smakołyki xD Ale pomijając zastosowanie... Cena? 110zł
Tak, to naprawdę tyle kosztuje XD Ciekawe ile osób wycofa się z pomysłu zakupu tego produktu :P










A tak śmiejąc się troszkę ze strony tego sklepu zrobili nawet zakładkę "kategorie" XD No tak, bo bez tego się pogubimy w tym ogromie produktów :P

Przeraziłam się też z początku przesyłkami. Bo najpierw rzuciłam okiem na nie. No i najtańsza przesyłka kosztuje 12zł, więc do każdej ceny trzeba dorzucić jeszcze to. Najpierw myślałam, że ceny będą niższe i ta przesyłka będzie sporą częścią ceny, ale... jednak nie xD Chociaż mimo wszystko 12zł to duży dodatek do ceny.

Trochę się zawiodłam tym sklepem i trochę mi się nie podoba i z pewnością nic nie kupię... Przynajmniej się trochę pośmiałam :P Ale jeśli wy chcecie to jasne, kupujcie! Dla chłopaków będzie super jeśli dużo osób się skusi. Ja jednak wolę wydać pieniądze na coś innego... może na występ?
Pozdrawiam i do następnego razu ;)

sobota, 14 listopada 2015

[44] OMG to ON! Muszę mieć jego zdjęcie!

Obiecałam więc wracam :) No i już przedstawiam wam kolejne moje spojrzenie na kabaretowy świat.

Zaczęłam przeglądać swoje zdjęcia, w tym oczywiście te z występów kabaretowych i zaczęłam sobie myśleć. Mam tyle zdjęć z kabaretów, czasami je przeglądam, częściej leżą gdzieś na dysku czy nagrane na płytę i czekają. Tylko... w zasadzie nie wiem na co czekają. Dlatego dzisiaj powiem o zdjęciach kabaretowych :)

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że czasami przychodzi ktoś, najczęściej z obsługi lub ochrona i mówi - nie wolno robić zdjęć! Aż się we mnie wtedy gotuje. Kto im powiedział, że nie wolno robić zdjęć? Najczęściej kabareciarze sami mówią - róbcie zdjęcia, tylko bez flesza. Ale nie! Zawsze się znajdzie taka osoba, która będzie pilnowała "fotografów". Bo przecież my te zdjęcia robimy dla siebie, żeby je obejrzeć, pochwalić się znajomym, pokazać innym fanom jak było na występie. Rozumiem kiedy zabraniają nagrywać, wiadomo. Sami kabareciarze nie lubią osób nagrywających. Chodzi o to, że najczęściej nagrany skecz trafia do sieci, wszyscy go oglądają, a później narzekają po występie, że w programie nie ma nic nowego. Ale zdjęcia?!

Dlatego ja raczej zawsze robiłam zdjęcia na występach, lubiłam później oglądać te ładne ujęcia (jedno na dwieście zdjęć :P ). Oczywiście często się zdarzało, że ktoś mi mówił iż - nie wolno robić zdjęć. Kiedyś na występie Paranienormalnych w Sopocie jeden pan z obsługi/ochrony stał blisko sceny i obserwował czy nikt nie robi zdjęć, a ja robiłam kryjąc się za osobą siedzącą obok mnie. He he. W dodatku w pierwszym rzędzie :P Tak samo kiedyś w teatrze w Łodzi, znowu PNN. Siedziałam w pierwszym rzędzie, za mną pani robiła zdjęcia. W pewnym momencie podeszła do niej jakaś babka z obsługi i powiedziała, że robić zdjęć nie wolno. A przecież panowie kabareciarze to widzieli i nic nie mówili, zresztą ja też wtedy robiłam zdjęcia. Kolejny raz który pamiętam to Rzeszów, znowu PNN (Tak wiem, występów PNN było dużo :P ). Robiłam sobie grzecznie zdjęcia i pani z obsługi powiedziała, że nie wolno. Miałam ochotę zapytać - a kto zabronił? Od kabareciarzy mam pozwolenie, niech pani pójdzie i zapyta! Ech... te teatry. Chyba nie chodzi im o to, żeby nie fotografować wnętrz teatru, to by było mega głupie.

Jedyne co rozumiem to zakaz fotografowania na nagraniach w salach. Okej, materiał będzie na płycie, albo w TV, na sali jest umówiony fotograf, dobra, dobra niech wam będzie.

No, a teraz przejdźmy już do drugiej części wpisu. Po co tak w ogóle robić te zdjęcia? Szczerze to ja sama nie mogłam się na początku powstrzymać. Musiałam mieć zdjęcia moich ulubieńców, żeby później przeglądać je po kilka razy dziennie i przypominać sobie cały występ. MUSIAŁAM je mieć, nawet kilka sobie wydrukowałam ^_^ Ale teraz? W sumie nie czuję już takiej potrzeby, nie drukuję ich, nie robię z nich filmików (kiedyś kilka zrobiłam), rzadko wstawiam je gdzieś do internetu. Ogólnie coraz rzadziej robię zdjęcia. Na ostatnim występie z racji tego, że siedziałam daleko i zdjęcia i tak wyszłyby słabo, nie zrobiłam ani jednego (to była Polska Noc Kabaretowa na dużej hali więc daleko, naprawdę znaczyło daleko). Czasami przy dobrych warunkach, kiedy jest dobre światło i jestem blisko zrobię kilka zdjęć, nadal lubię oglądać te ładne ujęcia xD Ale raczej już od tego odchodzę i robię sobie tylko zdjęcia po występie z kabareciarzami :)

Jeżeli wy robicie zdjęcia na występach to spoko, nie ma przecież w tym nic złego, róbcie je dalej jeśli to lubicie, jeśli później jakoś wykorzystujecie te zdjęcia (może na prezent dla kogoś - tak to była podpowiedź, przecież niedługo święta). Chociaż czasami załamuje mnie gdy widzę, że wszyscy nagle wyciągają telefony i robią zdjęcia, bo na scenie pojawiła się Mariolka i trzeba mieć fotę, nie ważne że nie wyraźną i nic na niej nie widać. Jest Mariola? Jest!

Mam nadzieję, że cieszycie się z mojego powrotu. Czekajcie na następny wpis :) Wrzucam kilka moich zdjęć (Tych lepszych :P )

Ach, no i oczywiście najlepsze są te zdjęcia robione nie na występie ;)

Przepraszam, że zdjęcia tylko PNN, ale tylko ich mam na laptopie :(

środa, 11 listopada 2015

[43] Być może to była moja siła


Nadeszła nowa era, nowy początek, nowy start i nowa chęć. Więc witajcie ponownie :)

Postanowiłam znowu pisać, może napiszę dwa, trzy posty i znowu nastanie przerwa, ale mam nadzieję że nie. Mam chęć trochę pokrytykować, trochę pokazać swoje pazurki i poukrywać między zdaniami kilka miłych słów.

Odeszłam trochę od tego świata. Tak, muszę się do tego przyznać. Na ostatnim występie byłam chyba w lipcu, nawet sobie tego nie zapisałam. Kolejny występ będzie za trzy tygodnie, zgadnijcie czyj! Paranienormalnych! :D Jakby inaczej. Nie oglądałam żadnego kabaretonu w te wakacje, nie wiem co się działo na Ryjku, nie jestem w temacie kabaretów, nie wiem co się dzieje... przykre, że ja która ogarniała wszystko nagle nie ogarnia zupełnie nic.

Dlaczego więc wracam? Bo okazało się, że ktoś czyta mojego bloga, że dla kogoś to jest ciekawe zajęcie, że pomaga mu czytanie moich głupotek. Więc piszę. Tak, dla Ciebie :) Pozdrawiam ;)

Ponieważ trochę już odeszłam od tego świata to na pewno będę pisać trochę inaczej. Postaram się wrócić, przejrzeć profile kabaretów na fejsie, nadrobić kilka zaległości no i coś napisać. Oczywiście z tego względu, że nie patrzę na kabaret już z całą, wielką miłością, że ten świat nie jest już moim jedynym światem będę nieco chłodniejsza, tak myślę. Będę bardziej skora do krytyki. Chociaż sama nie wierzę w to, że kiedy powrócę nie zacznę znowu ich wszystkich wychwalać i mówić jacy są wspaniali ;) Zobaczymy jak to będzie, czy ten płomień powróci.

A czemu jeszcze zdecydowałam się pisać? Bo ostatnimi czasy czuję się coraz gorzej, psychika siada, nie mam ochoty na nic, nic mnie nie cieszy, wszędzie widzę jakieś problemy i naprawdę... idzie to w złym kierunku. Wczoraj obejrzałam kilka monologów Kacpra Rucińskiego, było wesoło :) Chociaż już wiele z nich znałam, to przez tę chwilę znowu się śmiałam, znowu byłam radosna, jak kiedyś. Pomyślałam - może to, że zostawiłam ten świat za sobą jest powodem tego złego samopoczucia? Może tak, może nie. Ale śmiech na pewno mi pomoże. Zajmowanie się kabaretami pozwoli mi zapomnieć o problemach. Dlatego wracam, chcę spróbować. Trzymajcie za mnie kciuki :)

W najbliższych dniach z pewnością pojawi się kolejny wpis, więc jeśli jesteście ciekawi to zajrzyjcie tu jeszcze :)

sobota, 25 lipca 2015

[42] Moja miłość nie przeminie



Jakoś mnie tu niezbyt dużo ostatnio. Ostatnio nic nie piszę, nie rysuje raczej, mało występów kabaretowych przez ostatni rok odwiedziłam... dlaczego? Ech...

Kiedyś moim jedynym szczęściem i radością, przypływem adrenaliny i szybszym uderzeniem serca, uderzeniem wielu emocji były występy. Realizacją marzeń były moje opowiadania, rysunki. A teraz?

Nie muszę czekać miesiąc na kolejny występ, nie muszę przeglądać codziennie facebooka, nie muszę śledzić każdego wpisu, każdego zdjęcia, komentarzy. Nigdy nie musiałam... ale chciałam, bo żyłam ich życiem. Niech mi teraz ktoś zarzuci, że przestałam się nimi interesować, że już mnie nie obchodzą kabarety, że nie chce mi się czytać ich wpisów, szukać nowych wywiadów, jeździć daleko na występy, że nawet nie wiem kiedy i gdzie będą. To nie prawda, nie do końca. Nadal spotkania z nimi są czymś wyjątkowym i lubię ten przypływ emocji i tę chwilę, w której jestem kimś dla tych gwiazd z kabaretowych scen ;)

Jednak zgodzę się, że nie szukam codziennie nowego występu na który mogłabym jechać, że nie rusza mnie to, że nie widziałam kabaretonu, że nie śledzę zdjęć na fejsie, że nie wiem co się dzieje w tym świecie, którego mimo wszystko nadal jestem częścią, że nie tęsknię za nimi tak bardzo, nie wiem co planują i że nie widziałam się z nimi już dawno. Czemu?

Bo mam na co dzień coś co dostarcza mi wystarczającej dawki emocji i uczuć, radości i śmiechu i mam zajęcie przez które nie mam czasu śledzić fejsa i wreszcie mam swoje wymarzone życie i nie muszę już żyć ich scenicznym życiem. Mam coś o czym myślę cały dzień i całą noc i nie chce tego z rąk wypuszczać ani na chwilę i żal mi oddalać się od tego nawet na koszt występów. Co to? To miłość. Nigdy nie sądziłam, że będzie to tak zajmujące. Wiele osób pewnie chętnie by mi powiedziało, że przesadzam, że za dużo, za często i za bardzo, że ta miłość jest dla mnie aż nazbyt ważna. Ale mnie to nie obchodzi, bo całe życie czekałam właśnie na nią i chcę się nią nacieszyć, może jak się już do niej przyzwyczaję i nasycę się nią w pełni to znowu wrócę do codzienności i innych uciech (patrz kabaret), ale na razie wystarcza mi w zupełności i zastępuje wszystko inne.

Nie chcę całkowicie zostawiać kabaretów, szkoda mi tych wspaniałych ludzi i tych występowych, wyjazdowych emocji, więc w jakimś stopniu nadal z nimi będę bo jakaś część mojego serca nadal jest z nimi.

Nadal jestem szefową FanKlubu KSM i działam dla nich i nadal kocham Paranienormalnych ponad wszystkie kabarety i ciągnie mnie do nich kiedy o tym myślę, więc nie odejdę od nich i nie zostawię ich... Jakby sobie poradzili bez takiej cudownej fanki ;)

wtorek, 5 sierpnia 2014

[41] Znaj mój gniew

Uwielbiam Mufasę ^_^ 

Dzisiaj trochę złości i słów pisanych pod wpływem emocji, bo nie mogę naprawdę nie mogę patrzeć na niektóre komentarze i na dziecinne zachowania niektórych ludzi. Jeśli ktoś to akurat przeczyta i okaże się, że robi tak samo.. to cóż, może zmieni swoje zachowanie.

Zacznę od początku, od jakiegoś czasu uważnie przeglądam komentarze na facebooku Paranienormalnych i KSMów, innych raczej rzadko. Czytam i czytam i nadziwić się czasami nie mogę, jacy to ludzie potrafią być.
Po pierwsze ciągłe i wieczne pytania o to kiedy będziecie gdzieś tam. Po co oni się o to pytają?! Jeśli też tak robisz to wybacz, ale to głupie. Jeśli chcesz wiedzieć gdzie będą po prostu wejdź na ich stronę i sprawdź! Paranienormalni.com KSM.art.pl lub strony innych kabaretów, zależy jaki chcesz zobaczyć. Jeśli kalendarz nie jest jeszcze uzupełniony - no cóż, trzeba czekać. Ewentualnie wyglądać plakatów w swoim mieście albo wejść na stronę BiletyNaKabarety.pl Tu też można wiele znaleźć.

Po drugie, coś co ostatnio u Paranienormalnych się często pojawia. Za każdym razem gdy wstawią coś co ludzie też chcą mieć. Przykład - koszulki Kryspina. Wstawili zdjęcie, napisali że do zdobycia na nadmorskiej trasie. I od razu pięć tysięcy komentarzy w stylu - czy można kupić przez internet, albo czy mogę taką dostać. LUDZIE! Jeśli koszulki (lub cokolwiek innego) będzie do sprzedaży w internecie to na tysiąc procent się o tym dowiecie! Z pewnością o wszystkim was poinformują! Poza tym wiem, że coś może i Wam się podoba, ale nie wszystko od razu jest po to żeby to rozdawać czy sprzedawać.

Kolejna rzecz! Te ciągłe pytania o to czy występ będzie w TV. Jeśli będzie to napiszą, dowiecie się o tym z telewizji, albo z programu telewizyjnego. Przejrzyjcie gazetę i zobaczcie, a nie ciągle piszecie takie same komentarze! Kabaretony telewizyjne, które są w okresie około wakacyjnym co roku to:
- Płocka Noc Kabaretowa
- Kabareton Sopot Top Trendy
- Kabareton Opole
- Wakacje z kabaretem w Szczecinie
- Mazurska Noc Kabaretowa
- Kabareton w Koszalinie
- Kabaretobranie w Zielonej Górze
- Świętokrzyska Gala Kabaretowa w Kielcach
Czasami dochodzą do tego inne realizacje różnych kabaretów, ale to trzeba śledzić samodzielnie.

Takie sprawy jak wyznawanie miłości kabaretowi czy poszczególnym jego członkom mi nie przeszkadza, czasami sprawia, że się uśmiecham, ale tutaj też wypadałoby zachować jakieś granice. Co innego umierać z miłości do kogoś na twitterze czy gdziekolwiek indziej gdzie ta osoba tego nie widzi, a co innego w komentarzu pod wpisem. To już prywatna sprawa każdego kto to robi, ale błagam zachowajcie zdrowy rozsądek i jakieś granice.

A co do ludzi, którzy piszą jak to bardzo kogoś nie lubią, albo jaki ktoś jest słaby, kiepski, do niczego i tym podobne... mam tylko jedno do powiedzenia. Piszcie co chcecie, ale uważajcie, bo jak któregoś dnia przesadzicie to znajdę was i uduszę! ;)

Miłego dnia wszystkim życzę, do zobaczenia ;)

środa, 23 lipca 2014

[40] Miłość, która wybaczy wszystko cz. 2


Druga odsłona z serii nudnawych opowieści o tym jak poznałam i pokochałam moich ulubieńców. Dzisiaj zapraszam na historię o Paranienormalnch!

Przeczytaj o tym jak rozpalił się ogień ogromnej miłości. O nieśmiałych początkach, niepewności i kilku miłych niespodziankach, dzięki którym jest jak jest.

Byli dla mnie zwykłym kabaretem, jednym z wielu, które poznałam w pierwszym roku mojej nowej pasji. Polubiłam ich jak wszystkich innych, byli dla mnie pozytywnymi wariatami o dość wysokim poziomie humoru.
Pierwszy raz na ich występ poszłam po ponad roku od poznania kabaretowego świata. Występowali w Łodzi w małym studenckim klubie. Znałam już wtedy dużą część ich twórczości, oczywiście znałam imiona i nazwiska, ale nie byli moimi ulubieńcami.
Przed występem widziałam ich przy busie, jak nosili rzeczy na występ, a ja czekałam na kolegę. Pomimo że się z nimi mijałam to brakło mi odwagi żeby powiedzieć chociaż dzień dobry.
Gdy występ się kończył, a panowie się kłaniali ja i moja koleżanka wstałyśmy do owacji na stojąco. Myślałam, że cała ta mała publiczność zrobi to co my, ale nikt się nie podniósł. W rezultacie tylko my dwie stałyśmy, a Robert to zobaczył i podziękował nam niemym skinieniem głowy.
Po występie rozmawialiśmy krótko. Było kilkanaście osób, które chciały zdjęcia i autografy, ja z koleżanką podeszłyśmy jako ostatnie. Ona najpierw, potem ja. Obserwowałam wszystkie osoby które robiły sobie zdjęcia z chłopakami i nikt się im nie przedstawiał. Podeszłam do nich trochę niepewnie, ale już nieco przyzwyczajona do robienia sobie zdjęć z kabareciarzami. I w tym momencie całkowicie wytrącili mnie z równowagi. Najpierw Robert mówiący "możesz przypomnieć jak masz na imię" jakbyśmy się już znali. Później Igor z Michałem, którzy brnęli w tę zabawę mówiąc "jak mogłeś zapomnieć" i "ja pamiętałem". No i na koniec Michał całujący mnie w dłoń na powitanie... O_O Co tam się w ogóle działo, co to było?!
Nie rozmawiałam z nimi długo, z Robertem zamieniłam dwa zdania. Nic specjalnego się nie wydarzyło.

Na kolejny występ czekałam aż 7 miesięcy! Kolejny raz w Łodzi i kolejny raz liczyłam na spotkanie z nimi. Tym razem musiałam pokazać swoja zawziętość, bo pani obsługująca salę w teatrze stwierdziła, że oni nie wyjdą. Jasne. Poszłam na parking i grzecznie czekałam aż wyjdą - mniej więcej jakieś pół godziny. Moja mam co jakiś czas mówiła, że może już pójdziemy, że to za długo, ale ja nie chciałam iść. Jak już czekałam to chciałam się doczekać. Przez głowę przemykały mi różne myśli, rozmowa z inną dziewczyną na ich temat - że nie zostali z fanami, że odjechali mówiąc, że nie mając czasu. Wyobrażałam sobie, że wyjdą, a Robert powie mi, że nie mają czasu i muszą już jechać, że odejdę smutna i zawiedziona. Gdyby tak się stało pewnie teraz nie byliby moimi ulubieńcami. Na szczęście wreszcie wyszli. Podeszłam nieśmiało do Roberta, który pakował walizkę do bagażnika. Zapytałam czy mają chwilkę na zdjęcia, a on odpowiedział magiczne "Jasne, przecież łaski wam nie robimy." Pamiętam do dzisiaj to zdanie i jego uśmiech. Ale najbardziej pamiętam to jak przyszedł do nas Michał, przywitał się i zapytał czemu znowu przyszłyśmy, bo przecież od ostatniego razu nie mają nic nowego. Stanęłam jak wryta - pamiętał mnie, ale jak?! 7 miesięcy występów i spotykania nowych osób, a on mnie pamięta...?!

Po tym występie po prostu się w nich zakochałam. Dzięki temu jacy byli dla mnie mili, chociaż znowu rozmawialiśmy tylko chwilę. A Michał stał się moim ulubieńcem wśród panów Paranienormalnych.

Kolejny raz - Kabareton Koniec Świata. Znów się z nimi widziałam, znów Michał mnie poznał. Igor natomiast nie miał pojęcia skąd my się niby znamy, a wtedy Michał zaczął mu tłumaczyć w jakim miejscu widzieliśmy się po raz pierwszy. Byłam w szoku, że to pamięta.

Kolejny występ - Sopot. Wtedy już wszyscy mnie poznali, byłam dumna z siebie! Rozmawiałam z nimi dłużej, pokochałam jeszcze bardziej.

Z każdym kolejnym występem coraz swobodniej się przy nich czułam i oni traktowali mnie coraz lepiej.

Teraz niemal nie wierzę w to, że taki los spotkał właśnie mnie. Zapewne moje zaangażowanie i poświęcenie dla nich wiele tu dało. To że spotykam się z nimi kilka razy w roku, że zawsze muszę choć na chwilę się z nimi zobaczyć, że zawsze staram się im nie przeszkadzać, nie narzucać i pokazywać się z jak najlepszej strony.

Gdyby na początku ktoś powiedział mi że będzie tak jak jest teraz chyba bym nie uwierzyła, że to w ogóle możliwe. Nie uwierzyłabym że dam radę przebić się do ich świata i zdobyć ich zaufanie i sympatię.

Każdego dnia myślę o nich, patrzę na nowe zdjęcia na FB, patrzę na wspólne zdjęcia, fotki z występów i życzę im wszystkiego co najlepsze. Martwię się ich długimi podróżami, lotami samolotem i wieloma występami w krótkim czasie. Boję się dnia, w którym ta przygoda zacznie się kończyć, lecz na razie trwa, a ja staram się czerpać z niej jak najwięcej i jak najwięcej zapamiętywać <3 

środa, 16 lipca 2014

[39] Miłość, która wybaczy wszystko cz. 1

 Postanowiłam zapoczątkować pewną serię. Ponieważ nie zawsze mam jakiś pomysł na wpis, a występy są czasami dość rzadko i nie mam co opisywać zacznę wspominać. Lubię moje wspomnienia, nawet te trochę gorsze, bo wszystkie prowadzą koniec końców do czegoś pięknego. Dlatego postanowiłam opisać to jak doszło do tego że jest pewna grupa kabaretów i kabareciarzy, których kocham ponad innych, dla których zawsze, wszędzie i wszystko :) 

Tak więc poczytajcie o historii pewnej miłości, która rozpaliła się w już płonącym gorąco sercu.
Kabaret Skeczów Męczących

To oni byli kabaretem, który wprowadził mnie w ten świat, gdyby nie oni prawdopodobnie nie zainteresowałabym się wcale kabaretami i nie miałabym takiej pasji jaką mam teraz.
Zobaczyłam ich po raz pierwszy na sylwestrze 2009/2010 w Łodzi i zakochałam się w tym co pokazali. Odnalazłam ich jakiś czas później, zupełnie przypadkowo, a później musiałam poznać całą ich twórczość i przejrzeć wszystkie materiały z nimi w internecie. To oni byli iskrą, która rozpaliła ognisko i to oni prowadzili mnie początkowo przez ten nowy świat. Kochałam ich całym sercem jeszcze zanim ich spotkałam. Marcina z Michałem za ich odpały i głupie pomysły, Karola za urodę i spontaniczne śpiewanie, za bycie jedynym "normalnym", Jarka za słodkie uśmiechy, talent i nutkę tajemniczości.

Pierwszy raz zobaczyłam ich jakieś pół roku później we wrześniu 2010, ale wtedy z nimi nie rozmawiałam. To był kabareton, a oni odjechali przed jego zakończeniem. Spotkałam ich kolejne pół roku później w lutym 2011. Występ był cudowny, byłam taka podekscytowana mogąc ich zobaczyć. Byłam bardzo blisko nich, może metr od sceny w pierwszym rzędzie. Widziałam ich uśmiechy i radosne oczy. Po występie zostałam tylko ja z koleżanką, bardzo chciałyśmy zdjęcie z nimi, ale równie bardzo bałyśmy się iść do ich garderoby aby o to poprosić. Na szczęście wyszedł do nas Karol, chyba usłyszał nasze sprzeczki na temat tego, która ma iść pierwsza. Wyszedł, a ja nagle musiałam odrzucić strach i zrobić dobre wrażenie. Podszedł i przywitał się, wyciągnął dłoń i tak po prostu powiedział - Karol. My też się przedstawiłyśmy. Niemal jak w moich marzeniach. Chciałam żeby tak zrobił, akurat ON! Zawołał resztę chłopaków, zrobiliśmy zdjęcia i rozmawialiśmy może 10-15 minut, może mniej. Serce mi waliło, ale byłam w niebie! Rozmawiałam z tymi, których tak podziwiałam i kochałam sprzed ekranu komputera czy telewizora.

Kolejny występ był dopiero w czerwcu. Nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu chciałam ich znowu zobaczyć. Tym razem z rodzicami pojechałam do Koluszek na plener. Występ jednym słowem świetny. Po występie kolejka ludzi po autografy. Już nieco bardziej ogarnięta i nauczona, czekałam do samego końca na swoją kolej. Chłopaki mnie widzieli, bo siedziałam na drzewie żeby cokolwiek widzieć znad tłumu podczas rozdawania autografów xD Karol nawet pochwalił moją miejscówkę. Gdy tłum się rozszedł oni też gdzieś zniknęli, a ja przeszłam z drugiej strony sceny pod busa. Zza barierek wyszedł Karol, rozejrzał się, dostrzegł mnie i moją mamę i zawołał nas. Weszłyśmy za barierki, a on powiedział, że przecież widzieliśmy się w Łodzi. Byłam w szoku, takie szczęście, taki zaszczyt. Rozmawialiśmy o kabaretonie w Sopocie z nim i Michałem, było cudownie <3

Później rozpoznawali mnie już za każdym razem i nie było to dla mnie szokiem. Rozmawiałam raz z Karolem raz z Marcinem, czasem z Jarkiem, najczęściej jednak z Michałem. Różnie to bywało. Czułam się coraz lepiej w ich towarzystwie i oni chyba coraz bardziej mnie akceptowali.

Okazali się tak cudownymi ludźmi jak sobie wyobrażałam. Wesołymi, zwariowanymi i otwartymi. Dzięki temu pokochałam ich na dobre i nadal chętnie chodzę na ich występy aby się z nimi zobaczyć. Od samego początku byli dla mnie ważni i cudowni, nigdy nawet nie myślałam że mogłabym "żyć bez nich", że jakoś mogło się nam nie ułożyć i nie znaliby mnie. Są od zawsze i będą na zawsze! :D

niedziela, 29 czerwca 2014

[38] Konkursowy


 Wpis konkursowy - zwycięski, na bloga http://pasjakabaretu.blog.pl  :)

Kabarety. Kabaretowi fani. Stosunki między kabareciarzami, a fanami. Stosunek kabareciarzy do fanów i na odwrót. Strasznie mnie to wszystko w ostatnim czasie fascynuje, a najbardziej to dlaczego fani tak kochają swoich kabaretowych idoli?

Dlaczego fan kabaretu gotowy jest poświęcić swój czas i pieniądze nie tylko po to aby pojechać na występ (nawet w drugim końcu polski, drugi raz w tym samym miesiącu), ale żeby przygotować dla ulubieńców jakiś prezent. Czemu fani ciągle myślą o urodzinach idola i koniecznie muszą zorganizować dla niego jakąś niespodziankę, a koledze napiszą tylko życzenia na facebooku? Czy kabareciarz jest kimś bliższym niż kolega ze szkoły czy podwórka?

Kabareciarze wywołują bardzo różne, sprzeczne emocje. Dla jednych są to ludzie, którzy wygłupiają się na scenie czy w telewizji, tacy którzy nie mają nic ciekawego do powiedzenia, których imion nawet nie warto zapamiętywać. Natomiast dla innych to osoby warte uwagi i naśladowania, warte każdej minuty w drodze, na występie czy przy organizowaniu prezentu. Śledzą uważnie ich poczynania, stresują się przed premierami nie mniej niż sami kabareciarze i cieszą z sukcesów. Dlaczego tak jest?

Gwiazdy kina, telewizji czy muzyki są również kochane, obdarowywane i wspierane na każdym kroku. Możliwe nawet że mają lepsze "zaplecze" fanowskie niż kabareciarze, bo umówmy się fankluby kabaretów nie są na jakimś super poziomie. Może będę trochę stronnicza, ale mimo wszystko wsparcie i kontakt z fanami sto razy lepszy mają kabarety!

Tak jak na występie co kabaret daje my odbijamy do nich ze zdwojoną siłą. Tak samo poza sceną. Kabareciarze dają dużo więcej swoim fanom niż inne gwiazdy. Zawsze mają czas na zdjęcia, autografy, zawsze się uśmiechają i są radośni, zawsze porozmawiają, zamienią chociaż dwa słowa, uścisną dłoń itp itd. Jasne, że gwiazdy nie mają takich możliwości, ich fanów jest zwyczajnie zbyt dużo.

Sama nie wiem czemu ludzie potrzebują mieć idola, dlaczego chcą uśmiechać się na widok kogoś zupełnie obcego, cieszyć jego szczęściem i wspierać w gorszych chwilach? Nie jestem psychoanalitykiem. Tak czy inaczej chcemy być blisko osób, które cenimy i chyba każdy z nas marzy aby spotkać kogoś sławnego i zamienić z nim dwa słowa. Ja też nadal o tym marzę - Johnny Depp :3
A kabareciarz nie jest gwiazdą, ani sławą, ani celebrytą. Jest zwykłym człowiekiem, dzięki któremu dzień staje się lepszy i chociaż nie ma go obok i nie wie czemu jest ci źle poprawia twój humor. Robi coś dla ciebie.

Nie wiem czemu aż tak kochamy naszych kabaretowych głupoli :) Dlatego że poświęcają nam swój czas? Że możemy zakochać się w nich przez te krótkie minuty tuż po występie, kiedy ich uśmiechnięte twarze są tuż obok i kiedy oni naprawdę chcą poświęcić ci te parę minut? Może :) Jedno jest natomiast pewne, co by się nie działo ja zawsze będę z nimi, nie wiem jak wy ;)

Nie ma drugiej takiej energii i miłości jak nasza, jak ta którą dajemy ulubieńcom.

środa, 25 czerwca 2014

[37] Wpis z roku 2024




Dzisiaj się trochę pobawię. Oto dwie wersje wpisu z roku 2024 i kilka przemyśleń na temat tego jak to będzie i czego się boję, a o czym marzę. Dużo prywatnych przemyśleń, dużo uczuć dużo nadziei, a jednocześnie obaw. Trochę nudy i powstaje takie coś:

Wersja pierwsza:
Dzisiaj byłam na 20-leciu Paranienormlanych. Wielka impreza, ale czego mogłam się spodziewać - to już 20 lat! Ja jestem z nimi aż od 13 lat! Tak dużo sie wydarzyło przez ten czas, tyle się zmieniło. Wróćmy do tematu.
Kilku zaproszonych gości, prowadzący w eleganckim garniturku, oprawa muzyczna jak na festiwalu. Z przodu cały sektor VIPów, telewizja, kamery, VIPy udzielają wywiadów jak to bardzo się cieszą z zaproszenia, goście którzy biorą udział w show mówią to samo.
Paranienormalni pokazali raptem kilka skeczy, a impreza ciągnęła się 3 godziny! W telewizji oczywiście większość rzeczy wycieli. Skecze cudowne! Co z tego, że już je widziałam na innych występach, to była ich premiera telewizyjna - bardzo udana!
Dużo śpiewania, dużo skeczy innych kabaretów, pełno wstawek z aktorami i innymi "przyjaciółmi".
Trochę zawiedziona jestem że to nie oni byli tam gwiazdą wieczoru.
Po zakończonym występie, gdy wyłączyli kamery wreszcie czas dla mnie! Na próbach nie było czasu na rozmowę. Podchodzę do chłopaków - nie teraz, nie mamy czasu. Dobrze, grzecznie czekam. Gdy zrobiło się luźniej - sory, następnym razem, spadamy do hotelu. Okej. Nie naciskam. Wychodząc widziałam jak idą do baru z jakimś aktorem. Nie szkodzi. Aktor, którego znają od pół roku jest bardziej wartościowym towarzystwem.

Kolejny występ! Tym razem solo, tym razem będzie czas na rozmowę! Program już stary, ile razy go widziałam? Nie pamiętam, wiem że ponad rok nie zmienili w nim prawie nic - nie szkodzi. Po występie kilkanaście osób czeka po autografy i zdjęcia. Długo nie wychodzą. Poszłam do Rafała, powiedział że ich poprosi. Wreszcie wyszli, zrobili sobie zdjęcia, rozdali autografy, ludzie odeszli zadowoleni. CZEŚĆ! Podeszłam do nich jak zwykle z wesołym uśmiechem. Cześć, słuchaj nie mamy czasu, następnym razem okej? Jasne, spoko. Odeszli. Wyszłam przed teatr, popatrzyłam jak pakują się do samochodu i odjeżdżają. Serce mi pękło. Żegnajcie ukochani. Spojrzałam na bilet trzymany w ręce, schowałam go do torby. To już ostatni bilet jaki kupiłam na ich występ. Jeszcze raz uniosłam wzrok i popatrzyłam na znikającego za rogiem busa. Szkoda, wielka szkoda, myślałam że nigdy mnie nie zawiedziecie. Samotnie ruszyłam w stronę dworca PKP, jadę do domu. Z zawodem w sercu wsiadłam do pociągu, łza spłynęła mi po poliku. Dziękuję i powodzenia panowie.

Wersja druga:
Dzisiaj 20-lecie Paranienormalnych!
Szykowali się do niego tak długo, zaprosili cudownych gości, impreza będzie pokazana w telewizji. Stresuje się tym tak jak oni.
Byłam na próbach, ciężkie godziny przed rozpoczęciem, ciągłe powtórki i ostatnie poprawki. Michał dosiadł się do mnie w pewnym momencie. Będzie dobrze, powiedziałam pokrzepiająco. Nie wątpiłam w to ich program jest cudowny.
Wszystko wyszło idealnie. Skecze przeplatane z muzyką, wspólne scenki z innymi kabaretami i aktorami, idealne prowadzenie chłopaków! Tort na zakończenie i to ich wzruszenie w oczach, owacje na stojąco. Należało im się, to oni byli gwiazdami tego wieczoru.
Po wszystkim oczywiście dużo zamieszania, goście, reporterzy z każdym trzeba chwilę porozmawiać. Poczekałam w garderobie, dość długo, ale nie narzekam. Przyszli zmęczeni, ale zadowoleni. Wielkie gratulacje! Podziękowali. Powiedziałam, że idę, że nie będę przeszkadzać. Zaproponowali mi wyjście do baru - nie dzięki. Nie chcę przeszkadzać, naprawdę! Zobaczymy się niedługo to porozmawiamy.

Kolejny występ, tym razem solowy. To co kocham najbardziej.
Uwielbiam ich nowy program, dopiero co była premiera, jak na razie nie zmienili zbyt dużo, ale wciąż wprowadzają poprawki. Igor przechodzi samego siebie.
Po występie zostało kilkanaście osób. Trochę na nich czekaliśmy, jak zawsze znajdzie się ktoś niepewny pytający - Na pewno wyjdą? A ja wtedy ze spokojem odpowiadam - na pewno. Wyszli. Zdjęcia, autografy, śmiech i radość. Fani odeszli zadowoleni. Teraz moja kolej! Cześć! Wyprzedzili mnie z przywitaniem. Poszliśmy do garderoby. Robert narzeka, że jest zmęczony, a to dopiero połowa trasy, ale jest szczęśliwy. Uśmiecha się mówiąc o nowym pomyśle. Jest późno, trzeba wracać do domu. Nie dam rady przekonać ich, że sama dojdę do dworca. Wsiedliśmy do busa, chłopaki śmieją się przez całą drogę. Pożegnaliśmy się na dworcu. Zobaczymy się niedługo? Pytają jakby chcieli żebym przyjechała, ale ja nie mam już pieniędzy. Spokojnie załatwimy ci bilet, przyjedź wcześniej to pogadamy! Ich decyzji nie da się odwołać. Wsiedli do samochodu, pomachali i odjechali. Popatrzyłam za oddalającym się samochodem, nagle zadzwonił telefon. Robert? Uważaj na siebie w drodze do domu! Jest niemożliwy! Rozłączyliśmy się po chwili rozmowy. Schowałam telefon do torby. Łza spłynęła mi po poliku, uśmiech chyba nigdy nie zejdzie mi z twarzy. Dziękuję!

Podsumowanie:
Pisałam o wizji Paranienormalnych, bo z nimi mam chyba najlepszy kontakt i bo po prostu lubię o nich myśleć, nie żebym ich faworyzowała czy coś ;)
Nie wiem czemu takie wizje przychodzą mi do głowy. Strasznie dużo marzę i rozmyślam, a każde marzenia łączą się z obawami i lękami. Czy moje się spełnią? Mam nadzieję, że tylko marzenia. Mam świadomość tego jak wiele może się zmienić, ale tuż za świadomością stoi uśmiechnięta nadzieja, że zmieni się tylko na dobre.

Życzę moim cudownym panom, żeby rozwijali się w dobrym kierunku, żeby wciąż mieli nowe pomysły i nie stwierdzili nigdy że "skoro coś jest dobre to po co zmieniać to co roku" no panowie... wypadałoby. Skromnie mam też nadzieję, że po 13 latach będę kimś więcej niż tylko zwykłą fanką. Czas pokaże. Tymczasem cieszę się niezmiernie ze wszystkiego co daje mi los i oni już teraz! <3

poniedziałek, 16 czerwca 2014

[36] Nigdy me serce nie zdradzi - nawet gdy umysł zapomni!


Ostatnio czytałam na stronie dotyczącej Johnny'ego Deppa - Jakie życzenia byście mu złożyli gdyby był waszym dobrym przyjacielem. Ktoś napisał - (...) i pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. To było najpiękniejsze co mogło być! 

Dzisiaj urodziny kogoś niesamowitego. Zawsze uśmiechnięty, zawsze czarujący, miły, ciepły i otwarty, kochający mnie prawie tak jak ja jego ;) Panie i panowie - MICHAŁ PASZCZYK! Tak, dzisiaj jego - zawsze osiemnaste - urodziny! :)

Cóż mogę powiedzieć w tym jakże uroczystym i podniosłym dniu. Jak zwykle nie mogę być obok niego żeby złożyć mu życzenia osobiście.

Jest przecudownym człowiekiem, wielce utalentowanym aktorem, ambitnym, wyrozumiałym i pomysłowym! Jeśli ktoś go nie lubi to niech nie pokazuje mi się na oczy, bo zadepczę!

Drogi Michale, któregoś dnia powiem Ci to w oczy, ale tymczasem:
Wszystkiego najlepszego! Żebyś nigdy się nie poddawał i nie zmieniał, żebyś miał czas na szczęście i uśmiech, żeby problemy Cię nigdy nie przerastały, żebyś miał coraz więcej pięknych wspomnień i tylko najlepszych pomysłów, żebyś się rozwijał i czerpał z tego radość! A w razie gdyby kiedyś działo się coś złego, żebyś miał o kogo się oprzeć i pamiętał - ja zawsze jestem po Twojej stronie! ;)

Drodzy czytelnicy (czytelniczko/czytelniku - bo może jest tylko jeden) bawcie się na występach Paraienormalnych, klaszczcie mocno i krzyczcie głośno! Dzięki temu (mojemu) Michałowi będzie miło :3

Nigdy nie zapomnę jego słów skierowanych tylko do mnie i tej reakcji na słowa "Michał... mógłbyś postarać się wyglądać trochę lepiej?" XD <3


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Listy bez znaczków...

Piszę do Ciebie znowu.
Nie wiem czemu, ale jakoś tak chcę żeby ktoś mi pomógł. Zawsze byłam taka niezależna, taka silna, ale dzisiaj nie daję rady, ostatnio jestem słaba. Coś złego się ze mną dzieje?
Dzisiaj pierwszy raz nie potrafiłam uwierzyć, że będzie dobrze. Zaczęłam myśleć co się ze mną stanie, jak skończę. Zobaczyłam szarą wizję przyszłości - wszystkie marzenia się zawaliły, okazało się że życie nie będzie kolorowe, nie będę miała możliwości i środków na spełnianie kolejnych marzeń i na radości, które teraz są jakby celem mojego życia. To już nie będzie życie, wiesz? Gdy jest się młodszym, gdy chodzi się do szkoły, dostaje pieniądze od rodziców i dziadków to łatwo jest je zbierać i cieszyć się przyjemnościami. Nie myśli się wtedy o tym, że skończymy tak jak większość - robiąc coś czego nie lubimy, żeby żyć tak jak wcale nie chcemy. To przykre.
Tylko nieliczni mają szczęście. Miło jest być nielicznym.
Nie wiem co ze sobą zrobić, kończy się jakby moje życie, czuję że to co dobre ucieka coraz szybciej i później życie to będzie tylko... nawet nie wiem co. Nie wyobrażam sobie takiego życia. Z moją radosną, artystyczną duszą uwięzioną gdzieś w smutnej codzienności.
Boję się, wiesz?
Wiem, że mi nie pomożesz. Teraz nawet Twoje słowa byłyby chyba małym pocieszeniem.
Boję się.
Zawsze byłam taka odważna, radziłam sobie ze wszystkim i to sama. Nie potrzebowałam pomocy, nie potrzebowałam zachęty do podniesienia się po upadku i do walki. Sama pędziłam naprzód jak huragan, który potrafi sam przybierać na sile. A teraz? Chowam twarz w dłoniach, bo wstyd mi że tak upadłam i boję się, że już nigdy się nie podniosę.
Mam nadzieję, że znów zawieje wiatr i że poderwie moje radosne spojrzenie, że przyszłość wymaluje się w kolorowych barwach, jak zwykle, słońce wyjdzie zza chmur i okaże się, że dookoła jest kwitnąca łąka, a nie spalone pustkowie...
Trzymaj się. I uśmiechaj się często. Możliwe, że kiedyś Twoja radość będzie moim jedynym szczęściem.

niedziela, 8 czerwca 2014

[34] Opolska noc emocji!

 Festiwal piosenki polskiej nadal trwa, ale wczoraj odbył się już kabareton :) Kolejna noc nie przespana, zwłaszcza, że kabarety wyszły na scenę dopiero po północy, nie licząc Paranienormalnych.

 Oj będzie o czym dzisiaj pisać! Zacznijmy od prowadzenia Paranienormalnych. Jest mi wstyd za siebie :( Nie wiem czym spowodowany był mój brak zaufania do nich. Tym tylko, że dawno nie zrobili nowego skeczu? To nie oni spuszczają z tonu i to nie oni pokazują swoje słabości. Biję się w piersi i obiecuję, że nigdy już nie będę obawiała się tego co pokażą! Są cudowni i są w formie <3
Parodie to ich mocna strona! Zdecydowanie! Igor po prostu niszczył system każdą swoja postacią Chylińską, Korą i Steczkowską (choć tą ostatnią troszkę mniej). Mistrzowskie były jego teksty :D

Jak se chcesz potrzymać Rame to idź do TESCO na dział z margarynami.
 -W finale jej nie widzę 
- Ty w ogóle nie wiele widzisz
Ta pani się darła jakby rodziła pięcioraczki i to jeszcze bez znieczulenia
To było jak mizeria, w dodatku bez ogórków! 
Emocje jak na grzybobraniu 
Błysnąłeś jak chrząstka w salcesonie
Czesław nie śpiewaj, bo jak cię słucham to mam ochotę wysłać SMS o treści pomagam
Czesław, bo my się też męczymy
Wzruszyłam się jak Edyta Górniak po obejrzeniu reklamy Merci
- Tak ja tez chciałam zaśpiewać swój największy przebój!
- Marysiu 
- A no tak, nie mam żadnego

Paranienormalni jak widać nieźle cisnęli, a to oczywiście nie wszystkie teksty ;)
Przejdźmy dalej. Poza cudownym Igorem, jego postaciami i tekstami byli tam też przecież Michał i Robert.
Co do Michała - wspaniale wyglądał jako Kuba Wojewódzki! :D Normalnie lepiej nie mogli mu dobrać postaci. Zapendowska i Piekarczyk już może bez takiego szału, ale z pewnością dał radę!
No i proszę Państwa na wyręczaniu nagrody, Michał bez spodni? :P Opole dzięki temu było udane xD
No a Robert... Ten pan nie wygląda dobrze jako kobieta xD Jeszcze Maja Sablewska wypadła fajnie, ale Okupnik? XD Cud ramiona Robcia się do tego nie nadają. Ale Egurrola i Sztaba był supcio! :D "Obciągnięte palce to podstawa!" ;)

Dobrze przejdźmy do kabaretonu, bo ten wpis będzie za długi!


Nowaki! Przepraszam bardzo, ale po ich cudnych skeczach ten niestety w ogóle mi się nie spodobał. Przekleństwo spowodowało reakcję publiczności... coś tu nie tak.

Kabaret Skeczów Męczących! No, moi ukochani, dali sobie radę. Psychiatryk nie był moim ulubionym skeczem, ale ta wersja jest świetna. Adamczyk cisnął tekstami, że aż czasami zastanawiałam się czy serio to powiedział np. przy "Ja chyba źle ćwiczyłem. Bo jak ona ćwiczyła pośladki to ja ćwiczyłem przedramię!" xD

Jurki! No, no. Stać ich na wiele, widziałam ich już na żywo nie raz, ale muszę powiedzieć, że stać ich na więcej niż to co pokazali wczoraj. Nie upadli chyba poniżej poziomu, ale na pewno nie był to wysoki poziom skeczu.

Kabaret Młodych Panów! Niestety nie widziałam ich skeczu... skończył mi się limit na oglądanie TV w internecie :( Nie mogę więc nic o nich powiedzieć, bo nie oglądałam jeszcze ich występu.

Łowcy.B pokazali skecz, który już gdzieś tam kiedyś widziałam. Bardzo ich lubię, lubię ich humor. Szkoda tylko, że stary skecz. W końcu to realizacja telewizyjna i mogliby się pokazać z dobrej strony, z czymś nowym.

Formacja Chatelet. Kolejny występ z Basią :) Skecz nowy, premiera. Szkoda tylko, że piszą swoje skecze kilka raptem tygodni przed występem w TV zamiast przygotować go wcześniej i dłużej ograć. Poza tym to nic nie powiem, bo jeszcze go nie widziałam. Zostawiam opinię Wam :)

Artur Andrus - prowadzenie! No proszę Państwa, pan Artur jak zwykle pokazał klasę, on nigdy nie zejdzie z poziomu, zawsze utrzymuje się na tym samym pułapie doskonałego żartu. Jego wierszyki uwielbiam a Cyniczne Córy Zurychu też kocham i ucieszyłam się, że mogłam tego posłuchać. No i ten taneczno skoczny krok, którym wszedł na scenę, WOW! :D

W kabaretonie niestety było baaardzo dużo piosenkarzy i w sumie więcej śpiewali niż pokazywali skeczy. Ale cóż poradzić jeśli w koncerty wciska się kabarety to w kabaretony piosenkarzy.

Następnym razem zobaczymy się w takim szerokim gronie dopiero 19 lipca w Mrągowie :) Wakacje!

Do wakacji zostały już tylko 2 tygodnie! Jak to przeżyję to będzie dobrze :) Trzymajcie się!

środa, 4 czerwca 2014

[33] Kopa w dupe i naprzód!


Niechaj pasja na zawsze pozostanie siłą pociągową dla wszystkiego czym się zajmujesz, a ludzie których kochasz, szanujesz i podziwiasz niechaj będą dla Ciebie drogowskazem i motywacją!

Miałam pisać o Hrabich. I nie mogę nie napisać, bo tak ich kocham i uwielbiam!
Ich nowy program "Także o..." jest cudny! Jak zresztą wszystkie ich programy i skecze. Nie mogę uwierzyć z jaką lekkością przychodzą im te genialne żarty, niby proste, a tak rozbrajające. Co by tu jeszcze... Bajer jak zwykle czarujący, Aśka genialna, Kamol cudowny, a Lopez świetny! Kocham ich, są nie do przebicia!

Ale dzisiaj pomyślałam o czymś innym.
Patrzę na swoich ulubieńców dość często i chcąc czy nie chcąc widzę co robią. Dzięki ci nowoczesna technologio za Facebooka! ;) Zwłaszcza taki Marcin Szczurkiewicz i Robert Motyka. Uwielbiam ich naturalnie i aż mnie coś kręci jak widzę, że codziennie biegają, że ćwiczą, że są w formie, może nawet lepszej ode mnie. Oczywiście cieszy mnie to - ruch to zdrowie, im się z pewnością przyda. Czuję jednak pewien rodzaj presji - oni to robią, a ja nie?! Ja też muszę. Warto żyć zdrowo i warto mieć formę.

Tak więc rzucam sobie wyzwanie! Nie tyle żeby schudnąć, co by się i tak przydało, ale zyskać lepszą kondycję, co się bardzo przyda, bo w ostatnich latach moja wytrzymałość drastycznie spadła.
Wyzwanie - sylwetka i kondycja!

Niechaj częste zdjęcia z treningów moich ulubieńców będą moją motywacją, niechaj widoczne postępy będą nagrodą, a ćwiczenia radością!

Was też zachęcam do aktywności fizycznej, to naprawdę bardzo ważne dla zdrowia! :)

Powodzenia!



Focisze z Hrabich :)


niedziela, 1 czerwca 2014

[32] Trendy to są oni - KSM!


Minął drugi dzień festiwalu Top Trendy. Dzisiaj jeszcze koncerty, jutro kabareton, ale już od dziś było na co popatrzeć!

Koncert Trendy - prowadzenie Kabaret Skeczów Męczących. Zasiadłam przed telewizorem odpowiednio wcześniej, przygotowałam się i czekałam. Pełna pozytywnych nadziei wpatrywałam się w ekran. Jakie było moje zaskoczenie początkową piosenką! Tego się nie spodziewałam, byli cudowni! Tekst jak najbardziej idealny. Cudnie wpasowany w sytuację, jednocześnie kabaretowy i świetnie brzmiący. Tylko oni potrafią tworzyć takie utwory.
Później zaczęło się główne prowadzenie. Oczywiście ich zadanie ograniczało się tylko do krótkich scenek, ale cóż - kasa i tak za to poleciała :P
Szczerze muszę powiedzieć, że spodziewałam się czegoś innego, sama nawet nie wiem czego. Prowadzenie przywiodło mi na myśl imprezy sylwestrowe gdzie wszyscy silą się na żarty, których i tak nikt nie słucha. Ale cóż zrobić gdy publika Top Trendów słynie z "owacji na wychodząco"? ;)
Bardzo nie spodobał mi się pomysł Conchity. Wiem, że to teraz takie popularne, ale po co to znowu robić? Michał Wójcik zrobił to cudownie, już nikt go nie przebije.
Drugim minusem była scenka z Michałem Pirógiem, lecz tutaj podobało mi się kilka tekstów, było całkiem znośnie :)
Dopatrzyłam się też tego, że o Buni wszyscy już myślą jak o nowej postaci, jak o kobiecie. Czy zapomnieliście, że Bunia to tylko przebrany Wiesiek?
Trzeba jeszcze wspomnieć o piosence My grabarze. Odwalona w kosmos jak nigdy xD Ale bardzo mi się podobała, chociaż może nie była to najlepsza ich piosenka. Parodia wyszła bardzo fajnie, zwłaszcza chłopaki z dekoltami pracujący łopatami :P
Ogólnie nie tak źle jak mogłoby się wydawać po tym co tutaj napisałam. Jestem z nich zadowolona, chociaż z pewnością stać ich na więcej :)
Nie będę jednak narzekać, lepiej że mają cudowny program i takie prowadzenie niż cudowne jedno prowadzenie i zaniedbany program :)

No i jak bym mogła pominąć kluczową sprawę - fryzura Marcina cudowna! Za każdym razem kiedy myślę jak to będzie gdy będzie miał jeszcze dłuższe włosy mam jakieś dziwne przeczucia że jednak źle, ale kiedy go widzę - CUDO! :D
No i Karola też pochwalę, cudna fryzura i cudownie wyglądał :)