Nagłówek

Nagłówek

sobota, 25 lipca 2015

[42] Moja miłość nie przeminie



Jakoś mnie tu niezbyt dużo ostatnio. Ostatnio nic nie piszę, nie rysuje raczej, mało występów kabaretowych przez ostatni rok odwiedziłam... dlaczego? Ech...

Kiedyś moim jedynym szczęściem i radością, przypływem adrenaliny i szybszym uderzeniem serca, uderzeniem wielu emocji były występy. Realizacją marzeń były moje opowiadania, rysunki. A teraz?

Nie muszę czekać miesiąc na kolejny występ, nie muszę przeglądać codziennie facebooka, nie muszę śledzić każdego wpisu, każdego zdjęcia, komentarzy. Nigdy nie musiałam... ale chciałam, bo żyłam ich życiem. Niech mi teraz ktoś zarzuci, że przestałam się nimi interesować, że już mnie nie obchodzą kabarety, że nie chce mi się czytać ich wpisów, szukać nowych wywiadów, jeździć daleko na występy, że nawet nie wiem kiedy i gdzie będą. To nie prawda, nie do końca. Nadal spotkania z nimi są czymś wyjątkowym i lubię ten przypływ emocji i tę chwilę, w której jestem kimś dla tych gwiazd z kabaretowych scen ;)

Jednak zgodzę się, że nie szukam codziennie nowego występu na który mogłabym jechać, że nie rusza mnie to, że nie widziałam kabaretonu, że nie śledzę zdjęć na fejsie, że nie wiem co się dzieje w tym świecie, którego mimo wszystko nadal jestem częścią, że nie tęsknię za nimi tak bardzo, nie wiem co planują i że nie widziałam się z nimi już dawno. Czemu?

Bo mam na co dzień coś co dostarcza mi wystarczającej dawki emocji i uczuć, radości i śmiechu i mam zajęcie przez które nie mam czasu śledzić fejsa i wreszcie mam swoje wymarzone życie i nie muszę już żyć ich scenicznym życiem. Mam coś o czym myślę cały dzień i całą noc i nie chce tego z rąk wypuszczać ani na chwilę i żal mi oddalać się od tego nawet na koszt występów. Co to? To miłość. Nigdy nie sądziłam, że będzie to tak zajmujące. Wiele osób pewnie chętnie by mi powiedziało, że przesadzam, że za dużo, za często i za bardzo, że ta miłość jest dla mnie aż nazbyt ważna. Ale mnie to nie obchodzi, bo całe życie czekałam właśnie na nią i chcę się nią nacieszyć, może jak się już do niej przyzwyczaję i nasycę się nią w pełni to znowu wrócę do codzienności i innych uciech (patrz kabaret), ale na razie wystarcza mi w zupełności i zastępuje wszystko inne.

Nie chcę całkowicie zostawiać kabaretów, szkoda mi tych wspaniałych ludzi i tych występowych, wyjazdowych emocji, więc w jakimś stopniu nadal z nimi będę bo jakaś część mojego serca nadal jest z nimi.

Nadal jestem szefową FanKlubu KSM i działam dla nich i nadal kocham Paranienormalnych ponad wszystkie kabarety i ciągnie mnie do nich kiedy o tym myślę, więc nie odejdę od nich i nie zostawię ich... Jakby sobie poradzili bez takiej cudownej fanki ;)

wtorek, 5 sierpnia 2014

[41] Znaj mój gniew

Uwielbiam Mufasę ^_^ 

Dzisiaj trochę złości i słów pisanych pod wpływem emocji, bo nie mogę naprawdę nie mogę patrzeć na niektóre komentarze i na dziecinne zachowania niektórych ludzi. Jeśli ktoś to akurat przeczyta i okaże się, że robi tak samo.. to cóż, może zmieni swoje zachowanie.

Zacznę od początku, od jakiegoś czasu uważnie przeglądam komentarze na facebooku Paranienormalnych i KSMów, innych raczej rzadko. Czytam i czytam i nadziwić się czasami nie mogę, jacy to ludzie potrafią być.
Po pierwsze ciągłe i wieczne pytania o to kiedy będziecie gdzieś tam. Po co oni się o to pytają?! Jeśli też tak robisz to wybacz, ale to głupie. Jeśli chcesz wiedzieć gdzie będą po prostu wejdź na ich stronę i sprawdź! Paranienormalni.com KSM.art.pl lub strony innych kabaretów, zależy jaki chcesz zobaczyć. Jeśli kalendarz nie jest jeszcze uzupełniony - no cóż, trzeba czekać. Ewentualnie wyglądać plakatów w swoim mieście albo wejść na stronę BiletyNaKabarety.pl Tu też można wiele znaleźć.

Po drugie, coś co ostatnio u Paranienormalnych się często pojawia. Za każdym razem gdy wstawią coś co ludzie też chcą mieć. Przykład - koszulki Kryspina. Wstawili zdjęcie, napisali że do zdobycia na nadmorskiej trasie. I od razu pięć tysięcy komentarzy w stylu - czy można kupić przez internet, albo czy mogę taką dostać. LUDZIE! Jeśli koszulki (lub cokolwiek innego) będzie do sprzedaży w internecie to na tysiąc procent się o tym dowiecie! Z pewnością o wszystkim was poinformują! Poza tym wiem, że coś może i Wam się podoba, ale nie wszystko od razu jest po to żeby to rozdawać czy sprzedawać.

Kolejna rzecz! Te ciągłe pytania o to czy występ będzie w TV. Jeśli będzie to napiszą, dowiecie się o tym z telewizji, albo z programu telewizyjnego. Przejrzyjcie gazetę i zobaczcie, a nie ciągle piszecie takie same komentarze! Kabaretony telewizyjne, które są w okresie około wakacyjnym co roku to:
- Płocka Noc Kabaretowa
- Kabareton Sopot Top Trendy
- Kabareton Opole
- Wakacje z kabaretem w Szczecinie
- Mazurska Noc Kabaretowa
- Kabareton w Koszalinie
- Kabaretobranie w Zielonej Górze
- Świętokrzyska Gala Kabaretowa w Kielcach
Czasami dochodzą do tego inne realizacje różnych kabaretów, ale to trzeba śledzić samodzielnie.

Takie sprawy jak wyznawanie miłości kabaretowi czy poszczególnym jego członkom mi nie przeszkadza, czasami sprawia, że się uśmiecham, ale tutaj też wypadałoby zachować jakieś granice. Co innego umierać z miłości do kogoś na twitterze czy gdziekolwiek indziej gdzie ta osoba tego nie widzi, a co innego w komentarzu pod wpisem. To już prywatna sprawa każdego kto to robi, ale błagam zachowajcie zdrowy rozsądek i jakieś granice.

A co do ludzi, którzy piszą jak to bardzo kogoś nie lubią, albo jaki ktoś jest słaby, kiepski, do niczego i tym podobne... mam tylko jedno do powiedzenia. Piszcie co chcecie, ale uważajcie, bo jak któregoś dnia przesadzicie to znajdę was i uduszę! ;)

Miłego dnia wszystkim życzę, do zobaczenia ;)

środa, 23 lipca 2014

[40] Miłość, która wybaczy wszystko cz. 2


Druga odsłona z serii nudnawych opowieści o tym jak poznałam i pokochałam moich ulubieńców. Dzisiaj zapraszam na historię o Paranienormalnch!

Przeczytaj o tym jak rozpalił się ogień ogromnej miłości. O nieśmiałych początkach, niepewności i kilku miłych niespodziankach, dzięki którym jest jak jest.

Byli dla mnie zwykłym kabaretem, jednym z wielu, które poznałam w pierwszym roku mojej nowej pasji. Polubiłam ich jak wszystkich innych, byli dla mnie pozytywnymi wariatami o dość wysokim poziomie humoru.
Pierwszy raz na ich występ poszłam po ponad roku od poznania kabaretowego świata. Występowali w Łodzi w małym studenckim klubie. Znałam już wtedy dużą część ich twórczości, oczywiście znałam imiona i nazwiska, ale nie byli moimi ulubieńcami.
Przed występem widziałam ich przy busie, jak nosili rzeczy na występ, a ja czekałam na kolegę. Pomimo że się z nimi mijałam to brakło mi odwagi żeby powiedzieć chociaż dzień dobry.
Gdy występ się kończył, a panowie się kłaniali ja i moja koleżanka wstałyśmy do owacji na stojąco. Myślałam, że cała ta mała publiczność zrobi to co my, ale nikt się nie podniósł. W rezultacie tylko my dwie stałyśmy, a Robert to zobaczył i podziękował nam niemym skinieniem głowy.
Po występie rozmawialiśmy krótko. Było kilkanaście osób, które chciały zdjęcia i autografy, ja z koleżanką podeszłyśmy jako ostatnie. Ona najpierw, potem ja. Obserwowałam wszystkie osoby które robiły sobie zdjęcia z chłopakami i nikt się im nie przedstawiał. Podeszłam do nich trochę niepewnie, ale już nieco przyzwyczajona do robienia sobie zdjęć z kabareciarzami. I w tym momencie całkowicie wytrącili mnie z równowagi. Najpierw Robert mówiący "możesz przypomnieć jak masz na imię" jakbyśmy się już znali. Później Igor z Michałem, którzy brnęli w tę zabawę mówiąc "jak mogłeś zapomnieć" i "ja pamiętałem". No i na koniec Michał całujący mnie w dłoń na powitanie... O_O Co tam się w ogóle działo, co to było?!
Nie rozmawiałam z nimi długo, z Robertem zamieniłam dwa zdania. Nic specjalnego się nie wydarzyło.

Na kolejny występ czekałam aż 7 miesięcy! Kolejny raz w Łodzi i kolejny raz liczyłam na spotkanie z nimi. Tym razem musiałam pokazać swoja zawziętość, bo pani obsługująca salę w teatrze stwierdziła, że oni nie wyjdą. Jasne. Poszłam na parking i grzecznie czekałam aż wyjdą - mniej więcej jakieś pół godziny. Moja mam co jakiś czas mówiła, że może już pójdziemy, że to za długo, ale ja nie chciałam iść. Jak już czekałam to chciałam się doczekać. Przez głowę przemykały mi różne myśli, rozmowa z inną dziewczyną na ich temat - że nie zostali z fanami, że odjechali mówiąc, że nie mając czasu. Wyobrażałam sobie, że wyjdą, a Robert powie mi, że nie mają czasu i muszą już jechać, że odejdę smutna i zawiedziona. Gdyby tak się stało pewnie teraz nie byliby moimi ulubieńcami. Na szczęście wreszcie wyszli. Podeszłam nieśmiało do Roberta, który pakował walizkę do bagażnika. Zapytałam czy mają chwilkę na zdjęcia, a on odpowiedział magiczne "Jasne, przecież łaski wam nie robimy." Pamiętam do dzisiaj to zdanie i jego uśmiech. Ale najbardziej pamiętam to jak przyszedł do nas Michał, przywitał się i zapytał czemu znowu przyszłyśmy, bo przecież od ostatniego razu nie mają nic nowego. Stanęłam jak wryta - pamiętał mnie, ale jak?! 7 miesięcy występów i spotykania nowych osób, a on mnie pamięta...?!

Po tym występie po prostu się w nich zakochałam. Dzięki temu jacy byli dla mnie mili, chociaż znowu rozmawialiśmy tylko chwilę. A Michał stał się moim ulubieńcem wśród panów Paranienormalnych.

Kolejny raz - Kabareton Koniec Świata. Znów się z nimi widziałam, znów Michał mnie poznał. Igor natomiast nie miał pojęcia skąd my się niby znamy, a wtedy Michał zaczął mu tłumaczyć w jakim miejscu widzieliśmy się po raz pierwszy. Byłam w szoku, że to pamięta.

Kolejny występ - Sopot. Wtedy już wszyscy mnie poznali, byłam dumna z siebie! Rozmawiałam z nimi dłużej, pokochałam jeszcze bardziej.

Z każdym kolejnym występem coraz swobodniej się przy nich czułam i oni traktowali mnie coraz lepiej.

Teraz niemal nie wierzę w to, że taki los spotkał właśnie mnie. Zapewne moje zaangażowanie i poświęcenie dla nich wiele tu dało. To że spotykam się z nimi kilka razy w roku, że zawsze muszę choć na chwilę się z nimi zobaczyć, że zawsze staram się im nie przeszkadzać, nie narzucać i pokazywać się z jak najlepszej strony.

Gdyby na początku ktoś powiedział mi że będzie tak jak jest teraz chyba bym nie uwierzyła, że to w ogóle możliwe. Nie uwierzyłabym że dam radę przebić się do ich świata i zdobyć ich zaufanie i sympatię.

Każdego dnia myślę o nich, patrzę na nowe zdjęcia na FB, patrzę na wspólne zdjęcia, fotki z występów i życzę im wszystkiego co najlepsze. Martwię się ich długimi podróżami, lotami samolotem i wieloma występami w krótkim czasie. Boję się dnia, w którym ta przygoda zacznie się kończyć, lecz na razie trwa, a ja staram się czerpać z niej jak najwięcej i jak najwięcej zapamiętywać <3 

środa, 16 lipca 2014

[39] Miłość, która wybaczy wszystko cz. 1

 Postanowiłam zapoczątkować pewną serię. Ponieważ nie zawsze mam jakiś pomysł na wpis, a występy są czasami dość rzadko i nie mam co opisywać zacznę wspominać. Lubię moje wspomnienia, nawet te trochę gorsze, bo wszystkie prowadzą koniec końców do czegoś pięknego. Dlatego postanowiłam opisać to jak doszło do tego że jest pewna grupa kabaretów i kabareciarzy, których kocham ponad innych, dla których zawsze, wszędzie i wszystko :) 

Tak więc poczytajcie o historii pewnej miłości, która rozpaliła się w już płonącym gorąco sercu.
Kabaret Skeczów Męczących

To oni byli kabaretem, który wprowadził mnie w ten świat, gdyby nie oni prawdopodobnie nie zainteresowałabym się wcale kabaretami i nie miałabym takiej pasji jaką mam teraz.
Zobaczyłam ich po raz pierwszy na sylwestrze 2009/2010 w Łodzi i zakochałam się w tym co pokazali. Odnalazłam ich jakiś czas później, zupełnie przypadkowo, a później musiałam poznać całą ich twórczość i przejrzeć wszystkie materiały z nimi w internecie. To oni byli iskrą, która rozpaliła ognisko i to oni prowadzili mnie początkowo przez ten nowy świat. Kochałam ich całym sercem jeszcze zanim ich spotkałam. Marcina z Michałem za ich odpały i głupie pomysły, Karola za urodę i spontaniczne śpiewanie, za bycie jedynym "normalnym", Jarka za słodkie uśmiechy, talent i nutkę tajemniczości.

Pierwszy raz zobaczyłam ich jakieś pół roku później we wrześniu 2010, ale wtedy z nimi nie rozmawiałam. To był kabareton, a oni odjechali przed jego zakończeniem. Spotkałam ich kolejne pół roku później w lutym 2011. Występ był cudowny, byłam taka podekscytowana mogąc ich zobaczyć. Byłam bardzo blisko nich, może metr od sceny w pierwszym rzędzie. Widziałam ich uśmiechy i radosne oczy. Po występie zostałam tylko ja z koleżanką, bardzo chciałyśmy zdjęcie z nimi, ale równie bardzo bałyśmy się iść do ich garderoby aby o to poprosić. Na szczęście wyszedł do nas Karol, chyba usłyszał nasze sprzeczki na temat tego, która ma iść pierwsza. Wyszedł, a ja nagle musiałam odrzucić strach i zrobić dobre wrażenie. Podszedł i przywitał się, wyciągnął dłoń i tak po prostu powiedział - Karol. My też się przedstawiłyśmy. Niemal jak w moich marzeniach. Chciałam żeby tak zrobił, akurat ON! Zawołał resztę chłopaków, zrobiliśmy zdjęcia i rozmawialiśmy może 10-15 minut, może mniej. Serce mi waliło, ale byłam w niebie! Rozmawiałam z tymi, których tak podziwiałam i kochałam sprzed ekranu komputera czy telewizora.

Kolejny występ był dopiero w czerwcu. Nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu chciałam ich znowu zobaczyć. Tym razem z rodzicami pojechałam do Koluszek na plener. Występ jednym słowem świetny. Po występie kolejka ludzi po autografy. Już nieco bardziej ogarnięta i nauczona, czekałam do samego końca na swoją kolej. Chłopaki mnie widzieli, bo siedziałam na drzewie żeby cokolwiek widzieć znad tłumu podczas rozdawania autografów xD Karol nawet pochwalił moją miejscówkę. Gdy tłum się rozszedł oni też gdzieś zniknęli, a ja przeszłam z drugiej strony sceny pod busa. Zza barierek wyszedł Karol, rozejrzał się, dostrzegł mnie i moją mamę i zawołał nas. Weszłyśmy za barierki, a on powiedział, że przecież widzieliśmy się w Łodzi. Byłam w szoku, takie szczęście, taki zaszczyt. Rozmawialiśmy o kabaretonie w Sopocie z nim i Michałem, było cudownie <3

Później rozpoznawali mnie już za każdym razem i nie było to dla mnie szokiem. Rozmawiałam raz z Karolem raz z Marcinem, czasem z Jarkiem, najczęściej jednak z Michałem. Różnie to bywało. Czułam się coraz lepiej w ich towarzystwie i oni chyba coraz bardziej mnie akceptowali.

Okazali się tak cudownymi ludźmi jak sobie wyobrażałam. Wesołymi, zwariowanymi i otwartymi. Dzięki temu pokochałam ich na dobre i nadal chętnie chodzę na ich występy aby się z nimi zobaczyć. Od samego początku byli dla mnie ważni i cudowni, nigdy nawet nie myślałam że mogłabym "żyć bez nich", że jakoś mogło się nam nie ułożyć i nie znaliby mnie. Są od zawsze i będą na zawsze! :D

niedziela, 29 czerwca 2014

[38] Konkursowy


 Wpis konkursowy - zwycięski, na bloga http://pasjakabaretu.blog.pl  :)

Kabarety. Kabaretowi fani. Stosunki między kabareciarzami, a fanami. Stosunek kabareciarzy do fanów i na odwrót. Strasznie mnie to wszystko w ostatnim czasie fascynuje, a najbardziej to dlaczego fani tak kochają swoich kabaretowych idoli?

Dlaczego fan kabaretu gotowy jest poświęcić swój czas i pieniądze nie tylko po to aby pojechać na występ (nawet w drugim końcu polski, drugi raz w tym samym miesiącu), ale żeby przygotować dla ulubieńców jakiś prezent. Czemu fani ciągle myślą o urodzinach idola i koniecznie muszą zorganizować dla niego jakąś niespodziankę, a koledze napiszą tylko życzenia na facebooku? Czy kabareciarz jest kimś bliższym niż kolega ze szkoły czy podwórka?

Kabareciarze wywołują bardzo różne, sprzeczne emocje. Dla jednych są to ludzie, którzy wygłupiają się na scenie czy w telewizji, tacy którzy nie mają nic ciekawego do powiedzenia, których imion nawet nie warto zapamiętywać. Natomiast dla innych to osoby warte uwagi i naśladowania, warte każdej minuty w drodze, na występie czy przy organizowaniu prezentu. Śledzą uważnie ich poczynania, stresują się przed premierami nie mniej niż sami kabareciarze i cieszą z sukcesów. Dlaczego tak jest?

Gwiazdy kina, telewizji czy muzyki są również kochane, obdarowywane i wspierane na każdym kroku. Możliwe nawet że mają lepsze "zaplecze" fanowskie niż kabareciarze, bo umówmy się fankluby kabaretów nie są na jakimś super poziomie. Może będę trochę stronnicza, ale mimo wszystko wsparcie i kontakt z fanami sto razy lepszy mają kabarety!

Tak jak na występie co kabaret daje my odbijamy do nich ze zdwojoną siłą. Tak samo poza sceną. Kabareciarze dają dużo więcej swoim fanom niż inne gwiazdy. Zawsze mają czas na zdjęcia, autografy, zawsze się uśmiechają i są radośni, zawsze porozmawiają, zamienią chociaż dwa słowa, uścisną dłoń itp itd. Jasne, że gwiazdy nie mają takich możliwości, ich fanów jest zwyczajnie zbyt dużo.

Sama nie wiem czemu ludzie potrzebują mieć idola, dlaczego chcą uśmiechać się na widok kogoś zupełnie obcego, cieszyć jego szczęściem i wspierać w gorszych chwilach? Nie jestem psychoanalitykiem. Tak czy inaczej chcemy być blisko osób, które cenimy i chyba każdy z nas marzy aby spotkać kogoś sławnego i zamienić z nim dwa słowa. Ja też nadal o tym marzę - Johnny Depp :3
A kabareciarz nie jest gwiazdą, ani sławą, ani celebrytą. Jest zwykłym człowiekiem, dzięki któremu dzień staje się lepszy i chociaż nie ma go obok i nie wie czemu jest ci źle poprawia twój humor. Robi coś dla ciebie.

Nie wiem czemu aż tak kochamy naszych kabaretowych głupoli :) Dlatego że poświęcają nam swój czas? Że możemy zakochać się w nich przez te krótkie minuty tuż po występie, kiedy ich uśmiechnięte twarze są tuż obok i kiedy oni naprawdę chcą poświęcić ci te parę minut? Może :) Jedno jest natomiast pewne, co by się nie działo ja zawsze będę z nimi, nie wiem jak wy ;)

Nie ma drugiej takiej energii i miłości jak nasza, jak ta którą dajemy ulubieńcom.

środa, 25 czerwca 2014

[37] Wpis z roku 2024




Dzisiaj się trochę pobawię. Oto dwie wersje wpisu z roku 2024 i kilka przemyśleń na temat tego jak to będzie i czego się boję, a o czym marzę. Dużo prywatnych przemyśleń, dużo uczuć dużo nadziei, a jednocześnie obaw. Trochę nudy i powstaje takie coś:

Wersja pierwsza:
Dzisiaj byłam na 20-leciu Paranienormlanych. Wielka impreza, ale czego mogłam się spodziewać - to już 20 lat! Ja jestem z nimi aż od 13 lat! Tak dużo sie wydarzyło przez ten czas, tyle się zmieniło. Wróćmy do tematu.
Kilku zaproszonych gości, prowadzący w eleganckim garniturku, oprawa muzyczna jak na festiwalu. Z przodu cały sektor VIPów, telewizja, kamery, VIPy udzielają wywiadów jak to bardzo się cieszą z zaproszenia, goście którzy biorą udział w show mówią to samo.
Paranienormalni pokazali raptem kilka skeczy, a impreza ciągnęła się 3 godziny! W telewizji oczywiście większość rzeczy wycieli. Skecze cudowne! Co z tego, że już je widziałam na innych występach, to była ich premiera telewizyjna - bardzo udana!
Dużo śpiewania, dużo skeczy innych kabaretów, pełno wstawek z aktorami i innymi "przyjaciółmi".
Trochę zawiedziona jestem że to nie oni byli tam gwiazdą wieczoru.
Po zakończonym występie, gdy wyłączyli kamery wreszcie czas dla mnie! Na próbach nie było czasu na rozmowę. Podchodzę do chłopaków - nie teraz, nie mamy czasu. Dobrze, grzecznie czekam. Gdy zrobiło się luźniej - sory, następnym razem, spadamy do hotelu. Okej. Nie naciskam. Wychodząc widziałam jak idą do baru z jakimś aktorem. Nie szkodzi. Aktor, którego znają od pół roku jest bardziej wartościowym towarzystwem.

Kolejny występ! Tym razem solo, tym razem będzie czas na rozmowę! Program już stary, ile razy go widziałam? Nie pamiętam, wiem że ponad rok nie zmienili w nim prawie nic - nie szkodzi. Po występie kilkanaście osób czeka po autografy i zdjęcia. Długo nie wychodzą. Poszłam do Rafała, powiedział że ich poprosi. Wreszcie wyszli, zrobili sobie zdjęcia, rozdali autografy, ludzie odeszli zadowoleni. CZEŚĆ! Podeszłam do nich jak zwykle z wesołym uśmiechem. Cześć, słuchaj nie mamy czasu, następnym razem okej? Jasne, spoko. Odeszli. Wyszłam przed teatr, popatrzyłam jak pakują się do samochodu i odjeżdżają. Serce mi pękło. Żegnajcie ukochani. Spojrzałam na bilet trzymany w ręce, schowałam go do torby. To już ostatni bilet jaki kupiłam na ich występ. Jeszcze raz uniosłam wzrok i popatrzyłam na znikającego za rogiem busa. Szkoda, wielka szkoda, myślałam że nigdy mnie nie zawiedziecie. Samotnie ruszyłam w stronę dworca PKP, jadę do domu. Z zawodem w sercu wsiadłam do pociągu, łza spłynęła mi po poliku. Dziękuję i powodzenia panowie.

Wersja druga:
Dzisiaj 20-lecie Paranienormalnych!
Szykowali się do niego tak długo, zaprosili cudownych gości, impreza będzie pokazana w telewizji. Stresuje się tym tak jak oni.
Byłam na próbach, ciężkie godziny przed rozpoczęciem, ciągłe powtórki i ostatnie poprawki. Michał dosiadł się do mnie w pewnym momencie. Będzie dobrze, powiedziałam pokrzepiająco. Nie wątpiłam w to ich program jest cudowny.
Wszystko wyszło idealnie. Skecze przeplatane z muzyką, wspólne scenki z innymi kabaretami i aktorami, idealne prowadzenie chłopaków! Tort na zakończenie i to ich wzruszenie w oczach, owacje na stojąco. Należało im się, to oni byli gwiazdami tego wieczoru.
Po wszystkim oczywiście dużo zamieszania, goście, reporterzy z każdym trzeba chwilę porozmawiać. Poczekałam w garderobie, dość długo, ale nie narzekam. Przyszli zmęczeni, ale zadowoleni. Wielkie gratulacje! Podziękowali. Powiedziałam, że idę, że nie będę przeszkadzać. Zaproponowali mi wyjście do baru - nie dzięki. Nie chcę przeszkadzać, naprawdę! Zobaczymy się niedługo to porozmawiamy.

Kolejny występ, tym razem solowy. To co kocham najbardziej.
Uwielbiam ich nowy program, dopiero co była premiera, jak na razie nie zmienili zbyt dużo, ale wciąż wprowadzają poprawki. Igor przechodzi samego siebie.
Po występie zostało kilkanaście osób. Trochę na nich czekaliśmy, jak zawsze znajdzie się ktoś niepewny pytający - Na pewno wyjdą? A ja wtedy ze spokojem odpowiadam - na pewno. Wyszli. Zdjęcia, autografy, śmiech i radość. Fani odeszli zadowoleni. Teraz moja kolej! Cześć! Wyprzedzili mnie z przywitaniem. Poszliśmy do garderoby. Robert narzeka, że jest zmęczony, a to dopiero połowa trasy, ale jest szczęśliwy. Uśmiecha się mówiąc o nowym pomyśle. Jest późno, trzeba wracać do domu. Nie dam rady przekonać ich, że sama dojdę do dworca. Wsiedliśmy do busa, chłopaki śmieją się przez całą drogę. Pożegnaliśmy się na dworcu. Zobaczymy się niedługo? Pytają jakby chcieli żebym przyjechała, ale ja nie mam już pieniędzy. Spokojnie załatwimy ci bilet, przyjedź wcześniej to pogadamy! Ich decyzji nie da się odwołać. Wsiedli do samochodu, pomachali i odjechali. Popatrzyłam za oddalającym się samochodem, nagle zadzwonił telefon. Robert? Uważaj na siebie w drodze do domu! Jest niemożliwy! Rozłączyliśmy się po chwili rozmowy. Schowałam telefon do torby. Łza spłynęła mi po poliku, uśmiech chyba nigdy nie zejdzie mi z twarzy. Dziękuję!

Podsumowanie:
Pisałam o wizji Paranienormalnych, bo z nimi mam chyba najlepszy kontakt i bo po prostu lubię o nich myśleć, nie żebym ich faworyzowała czy coś ;)
Nie wiem czemu takie wizje przychodzą mi do głowy. Strasznie dużo marzę i rozmyślam, a każde marzenia łączą się z obawami i lękami. Czy moje się spełnią? Mam nadzieję, że tylko marzenia. Mam świadomość tego jak wiele może się zmienić, ale tuż za świadomością stoi uśmiechnięta nadzieja, że zmieni się tylko na dobre.

Życzę moim cudownym panom, żeby rozwijali się w dobrym kierunku, żeby wciąż mieli nowe pomysły i nie stwierdzili nigdy że "skoro coś jest dobre to po co zmieniać to co roku" no panowie... wypadałoby. Skromnie mam też nadzieję, że po 13 latach będę kimś więcej niż tylko zwykłą fanką. Czas pokaże. Tymczasem cieszę się niezmiernie ze wszystkiego co daje mi los i oni już teraz! <3

poniedziałek, 16 czerwca 2014

[36] Nigdy me serce nie zdradzi - nawet gdy umysł zapomni!


Ostatnio czytałam na stronie dotyczącej Johnny'ego Deppa - Jakie życzenia byście mu złożyli gdyby był waszym dobrym przyjacielem. Ktoś napisał - (...) i pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. To było najpiękniejsze co mogło być! 

Dzisiaj urodziny kogoś niesamowitego. Zawsze uśmiechnięty, zawsze czarujący, miły, ciepły i otwarty, kochający mnie prawie tak jak ja jego ;) Panie i panowie - MICHAŁ PASZCZYK! Tak, dzisiaj jego - zawsze osiemnaste - urodziny! :)

Cóż mogę powiedzieć w tym jakże uroczystym i podniosłym dniu. Jak zwykle nie mogę być obok niego żeby złożyć mu życzenia osobiście.

Jest przecudownym człowiekiem, wielce utalentowanym aktorem, ambitnym, wyrozumiałym i pomysłowym! Jeśli ktoś go nie lubi to niech nie pokazuje mi się na oczy, bo zadepczę!

Drogi Michale, któregoś dnia powiem Ci to w oczy, ale tymczasem:
Wszystkiego najlepszego! Żebyś nigdy się nie poddawał i nie zmieniał, żebyś miał czas na szczęście i uśmiech, żeby problemy Cię nigdy nie przerastały, żebyś miał coraz więcej pięknych wspomnień i tylko najlepszych pomysłów, żebyś się rozwijał i czerpał z tego radość! A w razie gdyby kiedyś działo się coś złego, żebyś miał o kogo się oprzeć i pamiętał - ja zawsze jestem po Twojej stronie! ;)

Drodzy czytelnicy (czytelniczko/czytelniku - bo może jest tylko jeden) bawcie się na występach Paraienormalnych, klaszczcie mocno i krzyczcie głośno! Dzięki temu (mojemu) Michałowi będzie miło :3

Nigdy nie zapomnę jego słów skierowanych tylko do mnie i tej reakcji na słowa "Michał... mógłbyś postarać się wyglądać trochę lepiej?" XD <3