Nagłówek

Nagłówek

poniedziałek, 23 listopada 2015

[45] Zapraszamy do sklepu ze śmiechem!


Miałam pisać najpierw o fanklubach, ale... zobaczyłam coś, pomyślałam - to niemożliwe! I stwierdziłam że natychmiast o tym napiszę.

Zacznijmy od początku. Paranienormalni już od jakiegoś czasu zapowiadają sklep ze swoimi gadżetami. Sklep już działa, jest kilka rzeczy do kupienia, na razie niezbyt dużo.

Co myślę o gadżetach kabaretowych? W sumie nic do nich nie mam, skoro są znani i lubiani to czemu mają tego nie wykorzystywać w ten sposób? Fani też się cieszą, że mają coś z ich podobizną. Bardzo podobają mi się kubki kabaretu Smile z motywem "Czy jest w domu kakało?" :P Cudowne są :) Natomiast mnie już jakoś nie jara koszulka, notes czy nie wiem, piórnik z jakimś kabaretowym zdjęciem. Co innego gdyby był z jakimś super cytatem, dopasowany do zdjęcia i najlepiej też do rzeczy na którą jest nadrukowany. Coś oryginalnego mogłabym ewentualnie mieć i się tym chwalić ;)

Ale weszłam sobie dzisiaj na ten ich sklep ( o tutaj -> SKLEP) No i się trochę... zbulwersowałam, przeraziłam? Nie wiem jak to nazwać...
Artykuły to głownie koszulki z Kryspinem i Balcerzakiem. Jeden kubek, całkiem fajny. Prosty, ale mi się podoba. Nerka z kilkoma postaciami. No i obie ich płyty DVD.
Ale nie o to chodzi co jest na sprzedaż.
Ceny.
O MÓJ BOŻE...
Koszulka 60zł ... no dobra. Koszulki różnych zespołów itp tyle kosztują. No dobra niech będzie.
Kubek 40zł ... Baaardzo prosty kubek...
Nowsza płyta DVD 40zł - spoko to dobra cena
Starsza płyta DVD ... 10gr tańsza XD Padłam! Mogli chociaż o 5zł obniżyć, no bo to naprawdę stara płyta XD
Ale najlepsze zostawiłam na koniec!
Nerka! Swoją drogą nie wiem co to ma być. Nie obrażając nikogo, ale ile osób nosi coś takiego? Ja kiedy trenuję psa albo konia, żeby mieć na smakołyki xD Ale pomijając zastosowanie... Cena? 110zł
Tak, to naprawdę tyle kosztuje XD Ciekawe ile osób wycofa się z pomysłu zakupu tego produktu :P










A tak śmiejąc się troszkę ze strony tego sklepu zrobili nawet zakładkę "kategorie" XD No tak, bo bez tego się pogubimy w tym ogromie produktów :P

Przeraziłam się też z początku przesyłkami. Bo najpierw rzuciłam okiem na nie. No i najtańsza przesyłka kosztuje 12zł, więc do każdej ceny trzeba dorzucić jeszcze to. Najpierw myślałam, że ceny będą niższe i ta przesyłka będzie sporą częścią ceny, ale... jednak nie xD Chociaż mimo wszystko 12zł to duży dodatek do ceny.

Trochę się zawiodłam tym sklepem i trochę mi się nie podoba i z pewnością nic nie kupię... Przynajmniej się trochę pośmiałam :P Ale jeśli wy chcecie to jasne, kupujcie! Dla chłopaków będzie super jeśli dużo osób się skusi. Ja jednak wolę wydać pieniądze na coś innego... może na występ?
Pozdrawiam i do następnego razu ;)

sobota, 14 listopada 2015

[44] OMG to ON! Muszę mieć jego zdjęcie!

Obiecałam więc wracam :) No i już przedstawiam wam kolejne moje spojrzenie na kabaretowy świat.

Zaczęłam przeglądać swoje zdjęcia, w tym oczywiście te z występów kabaretowych i zaczęłam sobie myśleć. Mam tyle zdjęć z kabaretów, czasami je przeglądam, częściej leżą gdzieś na dysku czy nagrane na płytę i czekają. Tylko... w zasadzie nie wiem na co czekają. Dlatego dzisiaj powiem o zdjęciach kabaretowych :)

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że czasami przychodzi ktoś, najczęściej z obsługi lub ochrona i mówi - nie wolno robić zdjęć! Aż się we mnie wtedy gotuje. Kto im powiedział, że nie wolno robić zdjęć? Najczęściej kabareciarze sami mówią - róbcie zdjęcia, tylko bez flesza. Ale nie! Zawsze się znajdzie taka osoba, która będzie pilnowała "fotografów". Bo przecież my te zdjęcia robimy dla siebie, żeby je obejrzeć, pochwalić się znajomym, pokazać innym fanom jak było na występie. Rozumiem kiedy zabraniają nagrywać, wiadomo. Sami kabareciarze nie lubią osób nagrywających. Chodzi o to, że najczęściej nagrany skecz trafia do sieci, wszyscy go oglądają, a później narzekają po występie, że w programie nie ma nic nowego. Ale zdjęcia?!

Dlatego ja raczej zawsze robiłam zdjęcia na występach, lubiłam później oglądać te ładne ujęcia (jedno na dwieście zdjęć :P ). Oczywiście często się zdarzało, że ktoś mi mówił iż - nie wolno robić zdjęć. Kiedyś na występie Paranienormalnych w Sopocie jeden pan z obsługi/ochrony stał blisko sceny i obserwował czy nikt nie robi zdjęć, a ja robiłam kryjąc się za osobą siedzącą obok mnie. He he. W dodatku w pierwszym rzędzie :P Tak samo kiedyś w teatrze w Łodzi, znowu PNN. Siedziałam w pierwszym rzędzie, za mną pani robiła zdjęcia. W pewnym momencie podeszła do niej jakaś babka z obsługi i powiedziała, że robić zdjęć nie wolno. A przecież panowie kabareciarze to widzieli i nic nie mówili, zresztą ja też wtedy robiłam zdjęcia. Kolejny raz który pamiętam to Rzeszów, znowu PNN (Tak wiem, występów PNN było dużo :P ). Robiłam sobie grzecznie zdjęcia i pani z obsługi powiedziała, że nie wolno. Miałam ochotę zapytać - a kto zabronił? Od kabareciarzy mam pozwolenie, niech pani pójdzie i zapyta! Ech... te teatry. Chyba nie chodzi im o to, żeby nie fotografować wnętrz teatru, to by było mega głupie.

Jedyne co rozumiem to zakaz fotografowania na nagraniach w salach. Okej, materiał będzie na płycie, albo w TV, na sali jest umówiony fotograf, dobra, dobra niech wam będzie.

No, a teraz przejdźmy już do drugiej części wpisu. Po co tak w ogóle robić te zdjęcia? Szczerze to ja sama nie mogłam się na początku powstrzymać. Musiałam mieć zdjęcia moich ulubieńców, żeby później przeglądać je po kilka razy dziennie i przypominać sobie cały występ. MUSIAŁAM je mieć, nawet kilka sobie wydrukowałam ^_^ Ale teraz? W sumie nie czuję już takiej potrzeby, nie drukuję ich, nie robię z nich filmików (kiedyś kilka zrobiłam), rzadko wstawiam je gdzieś do internetu. Ogólnie coraz rzadziej robię zdjęcia. Na ostatnim występie z racji tego, że siedziałam daleko i zdjęcia i tak wyszłyby słabo, nie zrobiłam ani jednego (to była Polska Noc Kabaretowa na dużej hali więc daleko, naprawdę znaczyło daleko). Czasami przy dobrych warunkach, kiedy jest dobre światło i jestem blisko zrobię kilka zdjęć, nadal lubię oglądać te ładne ujęcia xD Ale raczej już od tego odchodzę i robię sobie tylko zdjęcia po występie z kabareciarzami :)

Jeżeli wy robicie zdjęcia na występach to spoko, nie ma przecież w tym nic złego, róbcie je dalej jeśli to lubicie, jeśli później jakoś wykorzystujecie te zdjęcia (może na prezent dla kogoś - tak to była podpowiedź, przecież niedługo święta). Chociaż czasami załamuje mnie gdy widzę, że wszyscy nagle wyciągają telefony i robią zdjęcia, bo na scenie pojawiła się Mariolka i trzeba mieć fotę, nie ważne że nie wyraźną i nic na niej nie widać. Jest Mariola? Jest!

Mam nadzieję, że cieszycie się z mojego powrotu. Czekajcie na następny wpis :) Wrzucam kilka moich zdjęć (Tych lepszych :P )

Ach, no i oczywiście najlepsze są te zdjęcia robione nie na występie ;)

Przepraszam, że zdjęcia tylko PNN, ale tylko ich mam na laptopie :(

środa, 11 listopada 2015

[43] Być może to była moja siła


Nadeszła nowa era, nowy początek, nowy start i nowa chęć. Więc witajcie ponownie :)

Postanowiłam znowu pisać, może napiszę dwa, trzy posty i znowu nastanie przerwa, ale mam nadzieję że nie. Mam chęć trochę pokrytykować, trochę pokazać swoje pazurki i poukrywać między zdaniami kilka miłych słów.

Odeszłam trochę od tego świata. Tak, muszę się do tego przyznać. Na ostatnim występie byłam chyba w lipcu, nawet sobie tego nie zapisałam. Kolejny występ będzie za trzy tygodnie, zgadnijcie czyj! Paranienormalnych! :D Jakby inaczej. Nie oglądałam żadnego kabaretonu w te wakacje, nie wiem co się działo na Ryjku, nie jestem w temacie kabaretów, nie wiem co się dzieje... przykre, że ja która ogarniała wszystko nagle nie ogarnia zupełnie nic.

Dlaczego więc wracam? Bo okazało się, że ktoś czyta mojego bloga, że dla kogoś to jest ciekawe zajęcie, że pomaga mu czytanie moich głupotek. Więc piszę. Tak, dla Ciebie :) Pozdrawiam ;)

Ponieważ trochę już odeszłam od tego świata to na pewno będę pisać trochę inaczej. Postaram się wrócić, przejrzeć profile kabaretów na fejsie, nadrobić kilka zaległości no i coś napisać. Oczywiście z tego względu, że nie patrzę na kabaret już z całą, wielką miłością, że ten świat nie jest już moim jedynym światem będę nieco chłodniejsza, tak myślę. Będę bardziej skora do krytyki. Chociaż sama nie wierzę w to, że kiedy powrócę nie zacznę znowu ich wszystkich wychwalać i mówić jacy są wspaniali ;) Zobaczymy jak to będzie, czy ten płomień powróci.

A czemu jeszcze zdecydowałam się pisać? Bo ostatnimi czasy czuję się coraz gorzej, psychika siada, nie mam ochoty na nic, nic mnie nie cieszy, wszędzie widzę jakieś problemy i naprawdę... idzie to w złym kierunku. Wczoraj obejrzałam kilka monologów Kacpra Rucińskiego, było wesoło :) Chociaż już wiele z nich znałam, to przez tę chwilę znowu się śmiałam, znowu byłam radosna, jak kiedyś. Pomyślałam - może to, że zostawiłam ten świat za sobą jest powodem tego złego samopoczucia? Może tak, może nie. Ale śmiech na pewno mi pomoże. Zajmowanie się kabaretami pozwoli mi zapomnieć o problemach. Dlatego wracam, chcę spróbować. Trzymajcie za mnie kciuki :)

W najbliższych dniach z pewnością pojawi się kolejny wpis, więc jeśli jesteście ciekawi to zajrzyjcie tu jeszcze :)

sobota, 25 lipca 2015

[42] Moja miłość nie przeminie



Jakoś mnie tu niezbyt dużo ostatnio. Ostatnio nic nie piszę, nie rysuje raczej, mało występów kabaretowych przez ostatni rok odwiedziłam... dlaczego? Ech...

Kiedyś moim jedynym szczęściem i radością, przypływem adrenaliny i szybszym uderzeniem serca, uderzeniem wielu emocji były występy. Realizacją marzeń były moje opowiadania, rysunki. A teraz?

Nie muszę czekać miesiąc na kolejny występ, nie muszę przeglądać codziennie facebooka, nie muszę śledzić każdego wpisu, każdego zdjęcia, komentarzy. Nigdy nie musiałam... ale chciałam, bo żyłam ich życiem. Niech mi teraz ktoś zarzuci, że przestałam się nimi interesować, że już mnie nie obchodzą kabarety, że nie chce mi się czytać ich wpisów, szukać nowych wywiadów, jeździć daleko na występy, że nawet nie wiem kiedy i gdzie będą. To nie prawda, nie do końca. Nadal spotkania z nimi są czymś wyjątkowym i lubię ten przypływ emocji i tę chwilę, w której jestem kimś dla tych gwiazd z kabaretowych scen ;)

Jednak zgodzę się, że nie szukam codziennie nowego występu na który mogłabym jechać, że nie rusza mnie to, że nie widziałam kabaretonu, że nie śledzę zdjęć na fejsie, że nie wiem co się dzieje w tym świecie, którego mimo wszystko nadal jestem częścią, że nie tęsknię za nimi tak bardzo, nie wiem co planują i że nie widziałam się z nimi już dawno. Czemu?

Bo mam na co dzień coś co dostarcza mi wystarczającej dawki emocji i uczuć, radości i śmiechu i mam zajęcie przez które nie mam czasu śledzić fejsa i wreszcie mam swoje wymarzone życie i nie muszę już żyć ich scenicznym życiem. Mam coś o czym myślę cały dzień i całą noc i nie chce tego z rąk wypuszczać ani na chwilę i żal mi oddalać się od tego nawet na koszt występów. Co to? To miłość. Nigdy nie sądziłam, że będzie to tak zajmujące. Wiele osób pewnie chętnie by mi powiedziało, że przesadzam, że za dużo, za często i za bardzo, że ta miłość jest dla mnie aż nazbyt ważna. Ale mnie to nie obchodzi, bo całe życie czekałam właśnie na nią i chcę się nią nacieszyć, może jak się już do niej przyzwyczaję i nasycę się nią w pełni to znowu wrócę do codzienności i innych uciech (patrz kabaret), ale na razie wystarcza mi w zupełności i zastępuje wszystko inne.

Nie chcę całkowicie zostawiać kabaretów, szkoda mi tych wspaniałych ludzi i tych występowych, wyjazdowych emocji, więc w jakimś stopniu nadal z nimi będę bo jakaś część mojego serca nadal jest z nimi.

Nadal jestem szefową FanKlubu KSM i działam dla nich i nadal kocham Paranienormalnych ponad wszystkie kabarety i ciągnie mnie do nich kiedy o tym myślę, więc nie odejdę od nich i nie zostawię ich... Jakby sobie poradzili bez takiej cudownej fanki ;)

wtorek, 5 sierpnia 2014

[41] Znaj mój gniew

Uwielbiam Mufasę ^_^ 

Dzisiaj trochę złości i słów pisanych pod wpływem emocji, bo nie mogę naprawdę nie mogę patrzeć na niektóre komentarze i na dziecinne zachowania niektórych ludzi. Jeśli ktoś to akurat przeczyta i okaże się, że robi tak samo.. to cóż, może zmieni swoje zachowanie.

Zacznę od początku, od jakiegoś czasu uważnie przeglądam komentarze na facebooku Paranienormalnych i KSMów, innych raczej rzadko. Czytam i czytam i nadziwić się czasami nie mogę, jacy to ludzie potrafią być.
Po pierwsze ciągłe i wieczne pytania o to kiedy będziecie gdzieś tam. Po co oni się o to pytają?! Jeśli też tak robisz to wybacz, ale to głupie. Jeśli chcesz wiedzieć gdzie będą po prostu wejdź na ich stronę i sprawdź! Paranienormalni.com KSM.art.pl lub strony innych kabaretów, zależy jaki chcesz zobaczyć. Jeśli kalendarz nie jest jeszcze uzupełniony - no cóż, trzeba czekać. Ewentualnie wyglądać plakatów w swoim mieście albo wejść na stronę BiletyNaKabarety.pl Tu też można wiele znaleźć.

Po drugie, coś co ostatnio u Paranienormalnych się często pojawia. Za każdym razem gdy wstawią coś co ludzie też chcą mieć. Przykład - koszulki Kryspina. Wstawili zdjęcie, napisali że do zdobycia na nadmorskiej trasie. I od razu pięć tysięcy komentarzy w stylu - czy można kupić przez internet, albo czy mogę taką dostać. LUDZIE! Jeśli koszulki (lub cokolwiek innego) będzie do sprzedaży w internecie to na tysiąc procent się o tym dowiecie! Z pewnością o wszystkim was poinformują! Poza tym wiem, że coś może i Wam się podoba, ale nie wszystko od razu jest po to żeby to rozdawać czy sprzedawać.

Kolejna rzecz! Te ciągłe pytania o to czy występ będzie w TV. Jeśli będzie to napiszą, dowiecie się o tym z telewizji, albo z programu telewizyjnego. Przejrzyjcie gazetę i zobaczcie, a nie ciągle piszecie takie same komentarze! Kabaretony telewizyjne, które są w okresie około wakacyjnym co roku to:
- Płocka Noc Kabaretowa
- Kabareton Sopot Top Trendy
- Kabareton Opole
- Wakacje z kabaretem w Szczecinie
- Mazurska Noc Kabaretowa
- Kabareton w Koszalinie
- Kabaretobranie w Zielonej Górze
- Świętokrzyska Gala Kabaretowa w Kielcach
Czasami dochodzą do tego inne realizacje różnych kabaretów, ale to trzeba śledzić samodzielnie.

Takie sprawy jak wyznawanie miłości kabaretowi czy poszczególnym jego członkom mi nie przeszkadza, czasami sprawia, że się uśmiecham, ale tutaj też wypadałoby zachować jakieś granice. Co innego umierać z miłości do kogoś na twitterze czy gdziekolwiek indziej gdzie ta osoba tego nie widzi, a co innego w komentarzu pod wpisem. To już prywatna sprawa każdego kto to robi, ale błagam zachowajcie zdrowy rozsądek i jakieś granice.

A co do ludzi, którzy piszą jak to bardzo kogoś nie lubią, albo jaki ktoś jest słaby, kiepski, do niczego i tym podobne... mam tylko jedno do powiedzenia. Piszcie co chcecie, ale uważajcie, bo jak któregoś dnia przesadzicie to znajdę was i uduszę! ;)

Miłego dnia wszystkim życzę, do zobaczenia ;)

środa, 23 lipca 2014

[40] Miłość, która wybaczy wszystko cz. 2


Druga odsłona z serii nudnawych opowieści o tym jak poznałam i pokochałam moich ulubieńców. Dzisiaj zapraszam na historię o Paranienormalnch!

Przeczytaj o tym jak rozpalił się ogień ogromnej miłości. O nieśmiałych początkach, niepewności i kilku miłych niespodziankach, dzięki którym jest jak jest.

Byli dla mnie zwykłym kabaretem, jednym z wielu, które poznałam w pierwszym roku mojej nowej pasji. Polubiłam ich jak wszystkich innych, byli dla mnie pozytywnymi wariatami o dość wysokim poziomie humoru.
Pierwszy raz na ich występ poszłam po ponad roku od poznania kabaretowego świata. Występowali w Łodzi w małym studenckim klubie. Znałam już wtedy dużą część ich twórczości, oczywiście znałam imiona i nazwiska, ale nie byli moimi ulubieńcami.
Przed występem widziałam ich przy busie, jak nosili rzeczy na występ, a ja czekałam na kolegę. Pomimo że się z nimi mijałam to brakło mi odwagi żeby powiedzieć chociaż dzień dobry.
Gdy występ się kończył, a panowie się kłaniali ja i moja koleżanka wstałyśmy do owacji na stojąco. Myślałam, że cała ta mała publiczność zrobi to co my, ale nikt się nie podniósł. W rezultacie tylko my dwie stałyśmy, a Robert to zobaczył i podziękował nam niemym skinieniem głowy.
Po występie rozmawialiśmy krótko. Było kilkanaście osób, które chciały zdjęcia i autografy, ja z koleżanką podeszłyśmy jako ostatnie. Ona najpierw, potem ja. Obserwowałam wszystkie osoby które robiły sobie zdjęcia z chłopakami i nikt się im nie przedstawiał. Podeszłam do nich trochę niepewnie, ale już nieco przyzwyczajona do robienia sobie zdjęć z kabareciarzami. I w tym momencie całkowicie wytrącili mnie z równowagi. Najpierw Robert mówiący "możesz przypomnieć jak masz na imię" jakbyśmy się już znali. Później Igor z Michałem, którzy brnęli w tę zabawę mówiąc "jak mogłeś zapomnieć" i "ja pamiętałem". No i na koniec Michał całujący mnie w dłoń na powitanie... O_O Co tam się w ogóle działo, co to było?!
Nie rozmawiałam z nimi długo, z Robertem zamieniłam dwa zdania. Nic specjalnego się nie wydarzyło.

Na kolejny występ czekałam aż 7 miesięcy! Kolejny raz w Łodzi i kolejny raz liczyłam na spotkanie z nimi. Tym razem musiałam pokazać swoja zawziętość, bo pani obsługująca salę w teatrze stwierdziła, że oni nie wyjdą. Jasne. Poszłam na parking i grzecznie czekałam aż wyjdą - mniej więcej jakieś pół godziny. Moja mam co jakiś czas mówiła, że może już pójdziemy, że to za długo, ale ja nie chciałam iść. Jak już czekałam to chciałam się doczekać. Przez głowę przemykały mi różne myśli, rozmowa z inną dziewczyną na ich temat - że nie zostali z fanami, że odjechali mówiąc, że nie mając czasu. Wyobrażałam sobie, że wyjdą, a Robert powie mi, że nie mają czasu i muszą już jechać, że odejdę smutna i zawiedziona. Gdyby tak się stało pewnie teraz nie byliby moimi ulubieńcami. Na szczęście wreszcie wyszli. Podeszłam nieśmiało do Roberta, który pakował walizkę do bagażnika. Zapytałam czy mają chwilkę na zdjęcia, a on odpowiedział magiczne "Jasne, przecież łaski wam nie robimy." Pamiętam do dzisiaj to zdanie i jego uśmiech. Ale najbardziej pamiętam to jak przyszedł do nas Michał, przywitał się i zapytał czemu znowu przyszłyśmy, bo przecież od ostatniego razu nie mają nic nowego. Stanęłam jak wryta - pamiętał mnie, ale jak?! 7 miesięcy występów i spotykania nowych osób, a on mnie pamięta...?!

Po tym występie po prostu się w nich zakochałam. Dzięki temu jacy byli dla mnie mili, chociaż znowu rozmawialiśmy tylko chwilę. A Michał stał się moim ulubieńcem wśród panów Paranienormalnych.

Kolejny raz - Kabareton Koniec Świata. Znów się z nimi widziałam, znów Michał mnie poznał. Igor natomiast nie miał pojęcia skąd my się niby znamy, a wtedy Michał zaczął mu tłumaczyć w jakim miejscu widzieliśmy się po raz pierwszy. Byłam w szoku, że to pamięta.

Kolejny występ - Sopot. Wtedy już wszyscy mnie poznali, byłam dumna z siebie! Rozmawiałam z nimi dłużej, pokochałam jeszcze bardziej.

Z każdym kolejnym występem coraz swobodniej się przy nich czułam i oni traktowali mnie coraz lepiej.

Teraz niemal nie wierzę w to, że taki los spotkał właśnie mnie. Zapewne moje zaangażowanie i poświęcenie dla nich wiele tu dało. To że spotykam się z nimi kilka razy w roku, że zawsze muszę choć na chwilę się z nimi zobaczyć, że zawsze staram się im nie przeszkadzać, nie narzucać i pokazywać się z jak najlepszej strony.

Gdyby na początku ktoś powiedział mi że będzie tak jak jest teraz chyba bym nie uwierzyła, że to w ogóle możliwe. Nie uwierzyłabym że dam radę przebić się do ich świata i zdobyć ich zaufanie i sympatię.

Każdego dnia myślę o nich, patrzę na nowe zdjęcia na FB, patrzę na wspólne zdjęcia, fotki z występów i życzę im wszystkiego co najlepsze. Martwię się ich długimi podróżami, lotami samolotem i wieloma występami w krótkim czasie. Boję się dnia, w którym ta przygoda zacznie się kończyć, lecz na razie trwa, a ja staram się czerpać z niej jak najwięcej i jak najwięcej zapamiętywać <3 

środa, 16 lipca 2014

[39] Miłość, która wybaczy wszystko cz. 1

 Postanowiłam zapoczątkować pewną serię. Ponieważ nie zawsze mam jakiś pomysł na wpis, a występy są czasami dość rzadko i nie mam co opisywać zacznę wspominać. Lubię moje wspomnienia, nawet te trochę gorsze, bo wszystkie prowadzą koniec końców do czegoś pięknego. Dlatego postanowiłam opisać to jak doszło do tego że jest pewna grupa kabaretów i kabareciarzy, których kocham ponad innych, dla których zawsze, wszędzie i wszystko :) 

Tak więc poczytajcie o historii pewnej miłości, która rozpaliła się w już płonącym gorąco sercu.
Kabaret Skeczów Męczących

To oni byli kabaretem, który wprowadził mnie w ten świat, gdyby nie oni prawdopodobnie nie zainteresowałabym się wcale kabaretami i nie miałabym takiej pasji jaką mam teraz.
Zobaczyłam ich po raz pierwszy na sylwestrze 2009/2010 w Łodzi i zakochałam się w tym co pokazali. Odnalazłam ich jakiś czas później, zupełnie przypadkowo, a później musiałam poznać całą ich twórczość i przejrzeć wszystkie materiały z nimi w internecie. To oni byli iskrą, która rozpaliła ognisko i to oni prowadzili mnie początkowo przez ten nowy świat. Kochałam ich całym sercem jeszcze zanim ich spotkałam. Marcina z Michałem za ich odpały i głupie pomysły, Karola za urodę i spontaniczne śpiewanie, za bycie jedynym "normalnym", Jarka za słodkie uśmiechy, talent i nutkę tajemniczości.

Pierwszy raz zobaczyłam ich jakieś pół roku później we wrześniu 2010, ale wtedy z nimi nie rozmawiałam. To był kabareton, a oni odjechali przed jego zakończeniem. Spotkałam ich kolejne pół roku później w lutym 2011. Występ był cudowny, byłam taka podekscytowana mogąc ich zobaczyć. Byłam bardzo blisko nich, może metr od sceny w pierwszym rzędzie. Widziałam ich uśmiechy i radosne oczy. Po występie zostałam tylko ja z koleżanką, bardzo chciałyśmy zdjęcie z nimi, ale równie bardzo bałyśmy się iść do ich garderoby aby o to poprosić. Na szczęście wyszedł do nas Karol, chyba usłyszał nasze sprzeczki na temat tego, która ma iść pierwsza. Wyszedł, a ja nagle musiałam odrzucić strach i zrobić dobre wrażenie. Podszedł i przywitał się, wyciągnął dłoń i tak po prostu powiedział - Karol. My też się przedstawiłyśmy. Niemal jak w moich marzeniach. Chciałam żeby tak zrobił, akurat ON! Zawołał resztę chłopaków, zrobiliśmy zdjęcia i rozmawialiśmy może 10-15 minut, może mniej. Serce mi waliło, ale byłam w niebie! Rozmawiałam z tymi, których tak podziwiałam i kochałam sprzed ekranu komputera czy telewizora.

Kolejny występ był dopiero w czerwcu. Nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu chciałam ich znowu zobaczyć. Tym razem z rodzicami pojechałam do Koluszek na plener. Występ jednym słowem świetny. Po występie kolejka ludzi po autografy. Już nieco bardziej ogarnięta i nauczona, czekałam do samego końca na swoją kolej. Chłopaki mnie widzieli, bo siedziałam na drzewie żeby cokolwiek widzieć znad tłumu podczas rozdawania autografów xD Karol nawet pochwalił moją miejscówkę. Gdy tłum się rozszedł oni też gdzieś zniknęli, a ja przeszłam z drugiej strony sceny pod busa. Zza barierek wyszedł Karol, rozejrzał się, dostrzegł mnie i moją mamę i zawołał nas. Weszłyśmy za barierki, a on powiedział, że przecież widzieliśmy się w Łodzi. Byłam w szoku, takie szczęście, taki zaszczyt. Rozmawialiśmy o kabaretonie w Sopocie z nim i Michałem, było cudownie <3

Później rozpoznawali mnie już za każdym razem i nie było to dla mnie szokiem. Rozmawiałam raz z Karolem raz z Marcinem, czasem z Jarkiem, najczęściej jednak z Michałem. Różnie to bywało. Czułam się coraz lepiej w ich towarzystwie i oni chyba coraz bardziej mnie akceptowali.

Okazali się tak cudownymi ludźmi jak sobie wyobrażałam. Wesołymi, zwariowanymi i otwartymi. Dzięki temu pokochałam ich na dobre i nadal chętnie chodzę na ich występy aby się z nimi zobaczyć. Od samego początku byli dla mnie ważni i cudowni, nigdy nawet nie myślałam że mogłabym "żyć bez nich", że jakoś mogło się nam nie ułożyć i nie znaliby mnie. Są od zawsze i będą na zawsze! :D